Słuchaj nas: Kielce 107,9 FM | Busko-Zdrój 91,8 FM
Szukaj Facebook Twitter Youtube
Radio eM

Armia Krajowa

Zapraszamy do wysłuchania piątej audycji radiowej z cyklu "Żołnierze Armii Krajowej walczączy na Kielecczyżnie"

piątek, 19 sierpnia 2022 17:34 / Autor: Paweł Michalec
Zapraszamy do wysłuchania piątej audycji radiowej z cyklu "Żołnierze Armii Krajowej walczączy na Kielecczyżnie"
Zapraszamy do wysłuchania piątej audycji radiowej z cyklu "Żołnierze Armii Krajowej walczączy na Kielecczyżnie"
Paweł Michalec
Paweł Michalec

Audycja pt "Życie codzienne w oddziale partyzanckim"

"

 

 

DLA OSÓB NIESŁYSZACYCH TRANSLACJA AUDYCJI:

 

Bohaterowie z Armii Krajowej walczący na Kielecczyźnie

Katarzyna Bernat Witam. W naszym cyklu: "Wdzięczni Bohaterom - żołnierzom Armii Krajowej walczącym na Kielecczyźnie" opowiemy jak wyglądało życie codzienne w oddziale partyzanckim. Gościem jest doktor Marek Jedynak, historyk z Delegatury IPN w Kielcach. Przyniósł Pan do studia zdjęcia ilustrujące, jak wyglądało życie codzienne w oddziale partyzanckim.

Marek Jedynak: Zdjęcia, które się zachowały, to właśnie życie codzienne. To, co było wówczas dokumentowane powstawało w tzw. czasie wolnym. Była to rutyna dnia codziennego.

KB.: Możemy powiedzieć, że ten czas wolny również był wypełniony.

MJ.: Oczywiście. Musiał być wypełniony. Nawet instrukcje lekarzy oddziału przewidywały, jak miał wyglądać dzień. Zaczynano od toalety porannej, którą można było przeprowadzić w pobliskiej rzece. Obóz musiał być usytuowany w pobliżu źródła wody pitnej. Wyżej nurtu pobierano wodę do picia, a poniżej służyła do celów związanych z toaletą, kąpielą, praniem itp. Było to ściśle przestrzegane ze względów sanitarnych, których dopilnowywał lekarz oddziału. Żołnierze mieli proszek do mycia zębów, mydło oraz obowiązkowo przybory do golenia.

KB.: Na zdjęciach widać, że żołnierze są ogoleni.

MJ.: Tak, bo byli żołnierzami. Regulamin wskazywał również na wygląd zewnętrzny żołnierza. Wąsy lub brody były noszone za zgodą dowódcy. Na co dzień żołnierze musieli być ogoleni. To też było zadanie dla nich, aby zachować rutynę dnia i systematyczność. Żołnierze musieli słuchać dowódcy na każdym etapie funkcjonowania leśnego wojska, łącznie z codzienną poranną toaletą.

            W oddziale często pachniało kawasem mrówkowym. Dlaczego? Żołnierze nie mieli możliwości korzystania codziennie z pralni. Oczywiście, jeśli trafili do wsi i była okazja oddania odzieży do wyprania i wygotowania, robili to. Jednak na co dzień nie było takiej możliwości. Najłatwiej było więc położyć przepoconą i brudną koszulę na mrowisku. Mrówki obchodziły koszulę, czyściły ją i później taka koszula pachniała kawasem mrówkowym. To była taka zastępcza forma dezynfekcji odzieży partyzantów. Ale tak sobie radzono również z wszami, które były wszechobecne w tych partyzanckich warunkach.

KB.: Jak wyglądało zapewnienie żywności dla oddziału partyzanckiego?

MJ.: Korzystano z okolicznych placówek konspiracyjnych wiejskich i miejskich, które znajdowały się w pobliżu stacjonowania Zgrupowań. Na przykład korzystano za pomocy zaprzyjaźnionych piekarzy w Wąchocku. Gdy miał być wypiek chleba, tej nocy wchodzili do Wąchocka partyzanci, atakowali piekarnię i wywozili furmankę lub dwie wypełnione chlebem. Znikali w lesie. Oczywiście to wszystko było przygotowane. Ale piekarze mogli tłumaczyć się Niemcom, że przyszli partyzanci i chleb ukradli. W ten sposób chronieni byli piekarze i miejscowa ludność. Takie akcje były powtarzane w innych okolicach.

            Na przykład w Niekłaniu piekarnia i sklepy samopomocy chłopskiej pomagały partyzantom. Były też ważne działania organizacji o kryptonimie "Uprawa - tarcza", w której skład wchodzili ziemianie oraz ludność posiadająca większe majątki rolne. Oni dobrowolnie opodatkowali się na rzecz Armii Krajowej, oddając zboże, mąkę, płody rolne, aby oddziały mogły przetrwać. W dokumentach Armii Krajowej, które się zachowały, są informacje, że na przykład pan X z majątku Y przekazał na rzecz Armii Krajowej krowę i podana jest jej waga. Często jest informacja, że przekazał ją bezpłatnie, albo za drobną kwotą odszkodowania. Przed Niemcami, to wyglądało tak, że przyszli partyzanci i ukradli krowę, aby można było się wytłumaczyć, że rolnicy, właściciele ziemscy, nie są w stanie oddać tej krowy na rzecz kontyngentów dla III Rzeszy.

             Starano się pozyskiwać żywność z okolicy bliższej i dalszej. Oczywiście, jeśli podczas napadu na niemiecki pociąg znaleziono jakieś wyżywienie, na przykład puszki z marmoladą, mąkę, to też je zabierano. Po to, aby szkodzić III Rzeszy i doraźnie zasilić oddział w żywność.

(Audycja współfinansowana ze środków otrzymanych od Ministerstwa Obrony Narodowej)

 

 

Część 2

Bohaterowie z Armii Krajowej walczący na Kielecczyźnie

KB.: Gościem jest doktor Marek Jedynak, historyk z IPN Kielce. Rozmawiamy o codziennym życiu partyzantów.

MJ.: Jak przy dużej liczbie osób radzono sobie w warunkach polowych z gotowaniem codziennych posiłków? Po obławach na oddziały zauważono, że bardzo dobrym urządzeniem do gotowania obiadów jest duża bańka na mleko. Taką dużą kankę można było łatwo postawić na ogniu, na pałąku powiesić nad ogniskiem, a w razie ewakuacji, bańkę zamykano, troczono do konia lub wrzucano na biedkę taborową. Dzięki temu zupa się nie wylała, nie stracono jej, a żołnierz nie był głodny. Starano się wykorzystywać wszystko, co umożliwiało przetrwanie w trudnych, leśnych warunkach.

KB.: Trzeba podkreślić, że funkcjonowanie oddziału leśnego byłoby niemożliwe bez pomocy okolicznych mieszkańców.

MJ.: Taktyka małej wojny zakłada, że działania partyzanckie prowadzone są na terenie, który jest znany żołnierzom. Jeśli oni wywodzą się z tego terenu, to znaczy, że w pobliskich miejscowościach mają rodziny i znajomych. Często było tak, że żołnierze korzystali z pomocy medycznej, łączności, wywiadu, żywienia. Zapleczem dla partyzantów były świętokrzyskie wioski. Pomimo tego, że nie wszyscy ludzie wchodzili bezpośrednio w skład oddziałów, to pomagali partyzantom. To była potęga społeczna, tych ludzi zaangażowanych było mnóstwo. Dlatego też Niemcy prowadzili przeciwko tym wsiom, pomagającym partyzantom, działania pacyfikacyjne, próbując zastraszyć ludność cywilną przed dalszym pomaganiem. W ten sposób próbowali odciąć linie aprowizacyjne. Odciąć nieuchwytnych uzbrojonych żołnierzy, od wsparcia. Pomimo tysięcy ofiar, w wioskach w Górach Świętokrzyskich, nie udało się tego zaplecza odciąć i zastraszyć miejscowej ludności. A dziś w tych wioskach mamy ślady działań pacyfikacyjnych w postaci pomników, miejsc pamięci. Praktycznie w każdej wsi w Górach Świętokrzyskich, jest taki pomnik i wspomina o ofierze osób cywilnych działających na rzecz oddziałów Armii Krajowej.

KB.: Żołnierze przemieszczali się w zależności od potrzeby działań zbrojnych, ale głównym obozowiskiem był Wykus koło Wąchocka. Dlaczego tam?

MJ.: Wykus, usytuowany w lasach siekierzyńskich. Położony 8 km od Wąchocka, 10 km od Bodzentyna i około 8 km od Suchedniowa. To kompleks bardzo dużych i gęstych lasów, poprzecinanych wąwozami. Jednocześnie z dostępem do wody. Rzeka Lubianka przepływa pod wzgórzem 326, na którym "Ponury" zdecydował zorganizować obozowisko. Każde zgrupowanie, czyli oddział w sile mniej więcej kompanii, miał swój mniejszy biwak. Wszystkie obozowiska były rozbite na wzniesieniu wzgórza 326, w pewnej odległości od siebie, co miało zapewnić bezpieczeństwo i asekurację ogniową na wypadek ataku na te zgrupowania. Oczywiście w centrum obozowiska stał namiot dowódcy. Tam było biuro, maszyna do pisania, funkcjonowała kancelaria oddziału, pisane były rozkazy, dokumenty, odbywały się narady z oficerami. Legenda głosi, że obecnie kapliczka na Wykusie znajduje się w miejscu, gdzie stał namiot "Ponurego". Oczywiście właściwe miejsce, gdzie stał namiot dowódcy Zgrupowania zostało upamiętnione dopiero kilka lat temu, na tzw. kropce nad rzeką Lubianką. Jest do znalezienia na mapie.

            Miejsce pamięci, czyli kapliczka Matki Bożej Bolesnej została ulokowana na leśnej polanie, która wówczas organizatorom i fundatorom pomnika umożliwiła zrobienie dużego spotkania, na które w 1957 roku przybyło około 2 tysięcy osób. W tym roku (2022) mamy okrągłą 65. rocznicę odsłonięcia i poświęcenia kapliczki na Wykusie. Od tego momentu możemy mówić o funkcjonowaniu środowiska Świętokrzyskich Zgrupowań Partyzanckich AK "Ponury" "Nurt".

Dziękuję za rozmowę.

(Audycja współfinansowana ze środków otrzymanych od Ministerstwa Obrony Narodowej)

Projekt  „Wdzięczni Bohaterom - Żołnierzom Wyklętym walczącym na Kielecczyźnie" jest zadaniem publicznym współfinansowanym ze środków otrzymanych od Ministerstwa Obrony Narodowej. 

   

Orzeł MON JPGmwp logo JPEGm

Nowy numer!

Zapraszamy do nas

TWÓJ NEWS
POSŁUCHAJ
WIDEO