Słuchaj nas: Kielce 107,9 FM | Busko-Zdrój 91,8 FM | Święty Krzyż 91,3 | Włoszczowa 94,4
Szukaj Facebook Twitter Youtube
Radio eM
×

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 43.

PUBLICYSTYKA

Tam mordowano ludzi

poniedziałek, 18 lutego 2013 15:35 / Autor:
Tam mordowano ludzi
Tam mordowano ludzi

Rozmowa z Markiem Jończykiem, historykiem z kieleckiej delegatury Instytutu Pamięci Narodowej.

IPN wydał książkę „Śladami zbrodni. Przewodnik po miejscach represji komunistycznych lat 1944-1956”. Proszę o niej opowiedzieć czytelnikom.

- Ta praca to owoc naszych kilkuletnich badań. Liczy prawie 650 stron. Zawiera informacje źródłowe, relacje świadków - często ofiar systemu komunistycznego - oraz obszerny materiał ikonograficzny. Zaprezentowaliśmy w niej 200 obiektów represji na ponad 500 zinwentaryzowanych w całej Polsce. Niektóre zasygnalizowaliśmy lub tylko wymieniliśmy bez szczegółowego opisu.

Jest tam opracowany przez pana rozdział poświęcony Kielecczyźnie.

- W województwie świętokrzyskim mamy dobrze rozpoznanych 58 obiektów. Głównie były to siedziby struktur wojewódzkich, powiatowych i miejskich Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego.

Najwięcej takich miejsc znajdowało się w Kielcach.

- Tak, według dzisiejszego stanu wiedzy aż 24. Ponurą przeszłość ma kompleks kilku budynków przy obecnej ulicy Paderewskiego 8, 10, 12 i 13. W czasie wojny znajdowała się tam siedziba gestapo. W 1945 roku, kiedy Armia Czerwona wkroczyła do miasta, natychmiast zainstalowała się tam bezpieka i służby sowieckie. Najważniejsze to kamienice 10 i 12; tam ulokowano referaty śledcze i wydziały walki z tzw. bandytyzmem, czyli z podziemiem niepodległościowym: żołnierzami Armii Krajowej, Narodowych Sił Zbrojnych, Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość oraz Batalionów Chłopskich. W tym czasie więzienia zaczęły się szybko zapełniać. W Kielcach jednymi z pierwszych ofiar Smiersza, czyli sowieckiego kontrwywiadu wojskowego, byli kieleccy prawnicy: sędziowie, prokuratorzy, adwokaci. Część została zamordowana w więzieniach, innych wywieziono do Zagłębia Donieckiego, skąd wielu nie wróciło do Polski. Kolejnym celem ataku stali się wspomniani żołnierze polskiego podziemia niepodległościowego.

A inne budynki, w których represjonowano Polaków?

- Na przykład przy ulicy Kapitulnej 2; do niedawna miało tam siedzibę przedszkole. W tym gmachu znajdował się Miejski i Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa. W 1947 roku budynek przeszedł w ręce wojska i był użytkowany przez Informację Wojskową, również zajmującą się ściganiem patriotów. Trzeba jeszcze wspomnieć o obiekcie przy ulicy Paderewskiego 24 – siedzibie Ludowego Komisariatu Spraw Wewnętrznych ZSRR, czyliNKWD. Kamienica ta posiada obszerne piwnice, w których mieścił się areszt. Później działała tam Wojskowa Agencja Mieszkaniowa. Dom ten przeszedł wiele remontów i adaptacji do nowych potrzeb, stąd część śladów represji się zatarła.

A co ocalało?

- We wszystkich wspomnianych budynkach dość dobrze zachowały się piwnice – lokowano w nich areszty śledcze oraz katownie, w których torturowano i mordowano ludzi. Świadczą o tym ilość pomieszczeń, charakterystyczne drzwi do cel z solidnymi zamkami i wizjerami do obserwowania więźniów, kraty w oknach. Późniejsi właściciele nie wymieniali ich, ponieważ skutecznie zabezpieczały przed złodziejami. Jeśli ktoś nie dbał o obiekt lub nie miał środków na jego remont, to dla historyka zachowało się tam wiele cennych śladów.

Jakich?

- Na przykład we wspomnianych piwnicach szczególnie przejmujące są wydrapywane przez więźniów inskrypcje na ścianach, najczęściej imiona i nazwiska, pseudonimy, daty. Są modlitwy, prośby kierowane do Boga o ocalenie lub rychłą śmierć, znaki z symbolami Armii Krajowej. Zdarzają się jeszcze inne elementy, choćby łańcuchy przytwierdzone do ścian, na których wieszano więźniów, a później ich bito. Ocalały one w Więzieniu Kieleckim przy ulicy Zamkowej. Tych powtarzających się w poszczególnych obiektach śladów, mimo upływu lat, zachowało się dość dużo. Stanowią wstrząsające świadectwo zbrodniczej działalności komunistycznych oprawców.

Udało się panu zabezpieczyć je przed zniszczeniem?

- Tak, na przykład w nieistniejącym już budynku na rogu ulic Głowackiego i Żeromskiego, w miejscu w którym stoi dziś gmach Filharmonii Świętokrzyskiej. W latach 40. i 50. była tam siedziba Wojskowego Sądu Rejonowego. Do 1955 roku tego typu sądy wydały w całej Polsce prawie 3,5 tys. wyroków kar śmierci. Z liczby tej 163 orzeczenia zapadły w Kielcach, z których wykonano 47. W większości sądzono tam żołnierzy AK, NSZ, BCh. Część wyroków zamieniano skazanym na dożywotnie lubdługoletnie więzienie. Niektórzy aresztanci przepadali jednak bez wieści - zostali zakatowani na śmierć w trakcie śledztw. Z tego wyburzonego budynku byłego WSR udało się ocalić drzwi do cel oraz udokumentować wykonane przez więźniów inskrypcje na ścianach.

W publikacji znajdziemy też inne obiekty represji z terenu Kielecczyzny.

- Pokazujemy głównie siedziby UB. W kilku przypadkach udało się jednak dotrzeć do miejsc użytkowanych przez Sowietów. Na przykład w Skarżysku przy ul. Staszica, w piwnicach budynku znaleźliśmy pozostałości aresztu. W Ostrowcu Świętokrzyskim i Starachowicach UB, MO i służby sowieckie przez cały okres stalinowski pracowały w jednym budynku. Natomiast w Busku, Włoszczowie, Jędrzejowie te instytucje często przenosiły się z miejsca na miejsce. W Busku użytkowały aż sześć gmachów. Największe wrażenie zrobił na mnie obiekt w Jędrzejowie przy ul. 11 Listopada 32, gdzie mieściła się siedziba UB i MO. Zachowało się tam wiele poruszających śladów, na przykład kilkadziesiąt inskrypcji z nazwiskami, datami, symbolami AK pozostawionymi przez osadzonych.

Co zrobiło na panu największe wrażenie?

- Skala tego zjawiska. Samych Urzędów Bezpieczeństwa - wojewódzkich, powiatowych, miejskich - było w Polsce ponad trzysta. Jeśli dodamy do tego siedziby Milicji Obywatelskiej, Informacji Wojskowej oraz służb sowieckich, to pojawia się olbrzymia siatka, zajmująca się przede wszystkim niszczeniem przeciwników władzy komunistycznej. A trzeba wiedzieć, że według ostrożnych szacunków, osób represjonowanych w całej Polsce w okresie stalinowskim mogło być około 250 tysięcy.

Dlaczego upamiętnienie tych miejsc jest tak ważne?

- Ono należy się ofiarom stalinowskiego terroru. Pamiętajmy, że szykanowanie ich nie kończyło się wraz z wyjściem z więzienia. Po odbyciu kary za to, że walczyli o wolną Polskę, nie mogli znaleźć zajęcia lub wykonywali najgorsze prace. A często byli to ludzie mający doskonałe przygotowanie i wykształcenie, pełniący przed wojną wysokie funkcje. Szokujące jest również to, że mimo upływu ponad 60 lat, przetrwało aż tyle dowodów represyjnej działalności służb komunistycznych. Naszym zadaniem jest więc je pokazywać i uświadamiać obecnemu pokoleniu realia polskiej rzeczywistości po tzw. „wyzwoleniu” przez Sowietów. Patrząc na te ślady, możemy sami ocenić, jak ono wyglądało.

Dziękuję za rozmowę.

Katarzyna Bernat

Nowy numer!

Zapraszamy do nas

Zgłoś news
POSŁUCHAJ
WIDEO