Rozmowa z ks. prof. Stefanem Radziszewskim, proboszczem parafii Przemienienia Pańskiego na kieleckim Białogonie.
Jaka była pierwsza myśl, gdy sześć lat temu dowiedział się ksiądz, że zostanie proboszczem na Białogonie?
Zupełnie tego nie pamiętam. Znałem parafię białogońską dlatego, że głosiłem tu wcześniej rekolekcje. Tu posługiwali moi znajomi, przyjaciele, kapłani. Biskup Jan mnie wezwał i powiedział „Na Białogon!”, a ja odpowiedziałem „Amen”. Jeśli żyjemy Ewangelią, to z pokorą przyjmujemy to, co Boża Opatrzność nam zsyła. Podobnie proboszcz, który obejmując parafię powinien się przemieniać: w planach i myśleniu. Jeśli parafia jest białogońska, to proboszcz też powinien być białogoński.
Jesteście wyjątkową parafią z dwoma kościołami: zabytkowym i nowym.
To rzeczywiście osobliwa sytuacja i w związku z tym nasuwa się wniosek, że parafianie powinni być dwa razy bardziej pobożni. Tego się trzymamy. W starej świątyni dzieją się cuda. Niedawno wrócił po wielu latach kilim, który oddaliśmy do renowacji autorstwa Władysława Skoczylasa. Zaginął, a odnalazł się. Mieliśmy także spotkania ze św. Janem, Pustelnikiem, który trafił nam do serca. W nocnych godzinach ludzie ochoczo przychodzili, aby się modlić.
Takich wydarzeń i inicjatyw jest jednak zdecydowanie więcej…
My jako parafia działamy w taki sposób, że robimy coś u siebie, ale nie tylko dla siebie. Na wiosnę mieliśmy mały tour przez ościenne parafie w ramach Rekolekcji Bez Okazji, które zaproponowaliśmy poza typowym okresem jakim jest Adwent, czy Wielki Post. Kielczanom trafiły one do serca. Są różne szkoły i formy duchowości: jezuicka, karmelitańska, franciszkańska, dominikańska. My szukamy takiej formuły, która będzie nie na nasze czasy i nie na miejsce, w którym żyjemy, ale zacznie wnikać w nasze serce, które autentycznie się przemieni.
Formuła białogońska?
My od czasu do czasu wznosimy u nas w parafii okrzyk: „Sursum corda, solo Dios basta”, zwracając się w stronę krzyża, czy to na Giewoncie, albo Bruszni, na której znajduje się krzyż upamiętniający powstańców styczniowych. Mamy w parafii relikwię autorki tego zawołania, czyli św. Teresy z Avila. Jej duchowość jest nam bardzo bliska.
Parafia znajduje się na wyjątkowych terenach związanych z historią i przemysłem.
Wszystko zaczyna się 200 lat temu w czasach księdza Stanisława Staszica. To co pozostało po tym okresie to Kielecka Fabryka Pomp. Sto lat później, czyli w 1917 roku pojawia się myśl, żeby zbudować tutaj drewniany kościół. Wówczas mają miejsce także objawienia fatimskie. Sama parafia powstaje w 1918 roku, czyli w czasie odzyskiwania niepodległości. Od samego początku wspólnota ukierunkowana jest na miłość do Boga i ojczyzny. Bierzemy udział w różnych patriotycznych przedsięwzięciach. Upamiętniamy Wojtka Szczepaniaka przez „Rajd Dwunastu Ołówków”, czy powstańców styczniowych podczas corocznych uroczystości. Promujemy też postać kapitana Władysława Polesińskiego, prekursora Apelu Jasnogórskiego, który zginął jako lotnik we wrześniu 1939 roku. Wcześniej, został ocalony z ognia po wybuchu samolotu.
Jakie wyzwania stoją przed wspólnotą parafialną?
Mamy to szczęście, że nie posiadamy wyzwań budowlano-inwestycyjnych. To zmusza nas do tego, aby patrzeć w kierunku rozwoju duchowego. Dokonuje się to cały czas, bo nie jesteśmy jak niedźwiedź, który zapada w sen zimowy. Cieszę się, że inicjatywa wychodzi bardzo często od parafian. Mówią „jedziemy do Gietrzwałdu!”, to jedziemy. Mieliśmy wyjazd do Sandomierza, ale mamy również miłośników Medziugorie. Nie muszą czekać na zielone światło, bo ono samo się zapala. Zawsze chcemy robić coś „więcej, szybciej i piękniej”, ale kluczem jest to, aby to co robimy przeżywać w głębszy sposób. Wszyscy na Białogonie doskonale znamy scenę Przemienienia Pańskiego, która przypomina nam, że również mamy się przemieniać w Tego, który dla nas stał się Człowiekiem.
Dziękuję za rozmowę.