Czy można celebrować polskość i wiarę, przebywając w ekstremalnych
warunkach w Iraku, Libanie czy Czadzie? Jak smakują tradycyjne wielkanocne
potrawy tysiące kilometrów od domu, na terenach w których rakiety i pociski są
codziennością? Zapraszamy do lektury.
Major Jarosław Krawiec z Centrum Przygotowań do Misji Zagranicznych w
Kielcach, z wydziału CIMIC, to weteran ośmiu misji, na których spędził łącznie
ponad cztery lata. Doskonale wie, jak wiara i tradycja wyglądają tysiące
kilometrów od domu.
Próba charakteru i duchowy fundament
Służba poza granicami kraju to dla polskiego żołnierza nie tylko sprawdzian umiejętności taktycznych i profesjonalizmu, ale przede wszystkim głęboka próba charakteru, odporności psychicznej oraz wierności narodowym tradycjom – podkreśla mjr Krawiec.
– Święta na misji, choć pozbawione fizycznej obecności najbliższych, stają się momentem, w którym morale i duchowość wysuwają się na plan pierwszy. Morale w wojsku jest równie ważne jak wyposażenie, umundurowanie czy odpowiednia logistyka. To właśnie wewnętrzne przekonanie o słuszności drogi i oparcie w tradycji pozwalają żołnierzom przetrwać najtrudniejsze chwile w odmiennym środowisku kulturowym – opowiada.
Jak podkreśla, dla polskiego kontyngentu aspekt religijny i tradycyjny jest
nierozerwalnie związany z tożsamością narodową. Szczególnie widoczne jest to właśnie w okresach świątecznych.
– Większość żołnierzy wywodzi się z tradycyjnych domów, co kształtuje ich
postawy. Sam pochodzę z katolickiego domu, co mocno na mnie wpłynęło i usystematyzowało moje wartości. Warto podkreślić, że na każdej zmianie żołnierzom towarzyszy ksiądz kapelan, a jego obecność jest kluczowa nie tylko w wymiarze liturgicznym, ale i psychologicznym. Możliwość przystąpienia do spowiedzi czy uczestnictwo w niedzielnej mszy świętej daje żołnierzom poczucie normalności – zauważa.
Takie chwile, jak święcenie pokarmów wielkanocnych czy wspólne zasiadanie do świątecznego stołu, jednoczą wszystkich żołnierzy.
– W warunkach misyjnych, gdzie żołnierze spędzają ze sobą wiele miesięcy,
tworzy się specyficzna więź – czujemy się jak kompania braci. To poczucie wspólnoty jest kluczowe, by ograniczyć poczucie wyobcowania osamotnienia, które naturalnie pojawia się tak daleko od ojczyzny – mówi major Krawiec.
Duchowe wsparcie i tradycyjne obrzędy pozwalają żołnierzom poczuć, że mimo odległości nie są oderwani od swojego naturalnego środowiska. Jednym z najbardziej odczuwalnych wyzwań na misji jest natomiast – oprócz tęsknoty za domem – brak polskiej kuchni.
– Choć dieta żołnierzy opiera się głównie na żywności konserwowanej lub
lokalnych produktach, w święta kucharze starają się stworzyć namiastkę domu. Dowództwo Operacyjne organizuje specjalne transporty produktów z Polski, choć dostarczenie ich w odległe rejony, jak na przykład do Libanu, bywa logistycznie skomplikowane. Kucharze „stają na głowie”, by przygotować tradycyjne polskie dania, bazując na lokalnych produktach dostępnych w kraju stacjonowania – zauważa weteran.
W cieniu zagrożenia…
Celebrowanie świąt na misji nigdy jednak nie oznacza zawieszenia
obowiązków. Priorytetem zawsze pozostaje bezpieczeństwo, a zadania
operacyjne muszą być realizowane bez względu na kalendarz.
– Statystyki są nieubłagane – zazwyczaj około dwóch trzecich wojska przebywa w terenie, zabezpieczając funkcjonowanie kontyngentu. Pamiętam swoją pierwszą misję w Iraku w 2007 roku. Wtedy tradycyjne śniadanie musiało ustąpić miejsca działaniom. Mocno angażowałem się w przygotowania do świąt w jednostce, a później… wybuchło dość intensywne powstanie i całe święta spędziłem poza bazą, w bardzo wymagających warunkach. Ten czas minął nam nie na świętowaniu, lecz na walce o zapewnienie bezpieczeństwa ludziom – opowiada Jarosław Krawiec.
Jak podkreśla, każde święta spędzone na misji sprawiają, że po powrocie do kraju znacznie bardziej docenia się obecność bliskich.
– Kolejne święta, gdy ma się okazję być z rodziną, przyjaciółmi, najbliższymi, są przeżywane dużo intensywniej. Brak bezpośredniego kontaktu z bliskimi jest podczas misji bardzo odczuwalny. Oczywiście przed wyjazdem zdajemy sobie z tego sprawę, ale zderzenie z rzeczywistością jest duże. Warto jednak podkreślić, że na misji towarzyszy nam „wojskowa rodzina”. Jesteśmy sobie naprawdę bliscy – kwituje.
Ważnym elementem służby, szczególnie w wydziale CIMIC zajmującym się
współpracą cywilno-wojskową, jest także budowanie relacji z lokalną ludnością.
– Polacy potrafią zdobyć sympatię miejscowych. Nawet jeśli przebywamy w miejscu, w którym kultura i tradycja są zupełnie nam obce, nasze zwyczaje religijne są zazwyczaj szanowane. I w drugą stronę – my, jako żołnierze CIMIC, również okazujemy szacunek tradycjom mieszkańców. W ten sposób zyskujemy uznanie w ich oczach – komentuje żołnierz.
Dzięki takiej postawie uroczystości religijne i patriotyczne mogą odbywać się w spokojniejszych warunkach.
– Zrozumienie mentalności mieszkańców krajów arabskich oraz doświadczenie zdobyte na misji okazały się bezcenne także po powrocie do Polski, na przykład podczas działań na granicy. Warto też wspomnieć o technologii, która od 2007 roku przeszła prawdziwą rewolucję. Na początku były to limitowane, trzyminutowe rozmowy dziennie i specjalne „mosty teleinformatyczne” w święta. Dziś komunikacja jest znacznie łatwiejsza – dodaje.
A czego życzyć na święta żołnierzom?
– Wszystkim kolegom, którzy przebywają teraz na misjach, życzę
„żołnierskiego szczęścia”. Ono jest niezbędnym uzupełnieniem ciężkich
treningów i profesjonalizmu. Sam doświadczyłem tego wielokrotnie – czasami ułamek sekundy decydował o wszystkim i pozwalał bezpiecznie wrócić do domu. Podczas misji w pobliżu żołnierzy nierzadko spadają rakiety czy pociski, a patrole odbywają się w bardzo niebezpiecznych rejonach – mówi mjr Jarosław Krawiec.
***
Wielkanoc na misji to nie tylko próba wytrzymałości, ale także czas
szczególnego umocnienia wiary, wspólnoty i tożsamości. To właśnie tradycja i duchowość stają się dla żołnierzy punktem oparcia, przypominając, kim są i skąd pochodzą.