Jedna chwila, która może zaważyć na całej przyszłości powodując nieodwracalne zmiany. Tak bywa w przypadku błędów medycznych, których tragiczne konsekwencje nierzadko dotykają dzieci. Tego typu sytuacja spotkała panią Zuzannę Plewińską. Teraz kobieta pomaga innym rodzicom w walce o sprawiedliwość.
Antoś, syn pani Zuzanny Plewińskiej, urodził się w 2015 roku między innymi z porażeniem mózgowym czterokończynowym, choć cała ciąża przebiegała bezproblemowo. Sąd uznał lekarkę przyjmującą poród za winną nieumyślnego narażenia na niebezpieczeństwo. Pani Zuzanna doradza teraz innym rodzicom, których dotknęły podobnie dramatyczne sytuacje.
– Pieniądze nigdy nie zwrócą zdrowia własnemu dziecku. Nam udało się podpisać jak dotąd najwyższą ugodę ze szpitalem, ale to nie znaczy, że mój syn będzie kiedyś zdrowy. Lekarze popełniają błędy, w których wyniku dochodzi do uszczerbków na zdrowiu. Mogą one być nieodwracalne i nawet prowadzić do śmierci. Medycy nie mogą być bezkarni i muszą odpowiadać za pomyłki w sztuce. W wyniku takich błędów cierpią bliscy, całe rodziny – podkreśla Zuzanna Plewińska.
Interesy pani Plewińskiej reprezentuje mecenas Adrian Sadaj. Jednak sprawy związane z błędami lekarskimi nie są wcale rzadkością.
– Są to przypadki bardzo częste. A z moich obserwacji wynika, że może poniżej dziesięciu procent osób, które dotykają takie sytuacje, dochodzi swoich roszczeń. Pierwszą podstawową czynnością, którą wykonujemy w takich przypadkach jest zabezpieczenie dokumentacji medycznej. W kolejnym kroku udajemy się do prawnika, by dokonać weryfikacji. Część rzeczy jestem w stanie ocenić sam, część rzeczy konsultuję z lekarzami i jeżeli uznamy, że doszło do błędu medycznego, podejmujemy kolejne kroki – podkreśla Sadaj.
Jak podkreśla, kluczowy jest czas i jak najszybsza współpraca z pełnomocnikiem.
– To jest bardzo ważne, ponieważ wtedy jesteśmy w stanie od razu na przykład zabezpieczyć monitoring. W ostatnich sprawach, które prowadzę tutaj na terenie Kielc, rodzina pacjenta zareagowała bardzo szybko. Dzięki temu mogliśmy zgłosić wniosek o zabezpieczenie monitoringu i udało się go uzyskać. A na jednym z nagrań widać, że pacjentka została pozostawiona przez lekarza sama sobie. Jeśli ktoś zgłosi się na przykład po roku, czy dwóch – najczęściej nie uzyska zapisu z monitoringu – komentuje mecenas.
Doświadczenia pokazują jednak, że tego typu sprawy bywają długie i żmudne, a wyroki – niskie.
– Sprawy tego typu prowadzimy dwutorowo: to jednocześnie sprawa karną i cywilna. Cywilna jest najczęściej przeciwko szpitalowi, a karna – konkretnemu lekarzowi. To nie są łatwe postępowania, ponieważ w ich trakcie musimy udowodnić przede wszystkim związek przyczynowo-skutkowy. Nie tylko wskazać popełniony błąd, ale udowodnić że ta pomyłka wywołała konkretny skutek. Warto jednak dochodzić swoich praw, a podstawową kwestią jest odpowiednie zabezpieczenie dokumentacji medycznej – kwituje Adrian Sadaj.
Pani Zuzanna dodaje, że warto walczyć. O prawdę, pieniądze umożliwiające leczenie na wysokim poziomie i zwykłe „przepraszam”…
– Apeluję do wszystkich rodziców jako mama i prezes fundacji „Promyk Uśmiechu”, by nie bali się walczyć o sprawiedliwość. Już od 11 lat walczę o zdrowie i życie mojego syna i będę walczyć dalej.
O sprawie pani Zuzanny i jej synka pisaliśmy między innymi TUTAJ.