PUBLICYSTYKA
Gospodarcze Monachium
Wiecie państwo, co łączy Neville’a Chamberleina, premiera Wielkiej Brytanii z lat 30. XX wieku, i Ursulę von der Layen, szefową Komisji Europejskiej? Na przykład to, że obydwoje podpisali katastrofalne w skutkach porozumienia. On - w 1938 roku w Monachium, w rezultacie czego Hitler zagarnął Czechosłowację. Ona - umowę Mercosur, która jest gospodarczym Monachium i jej skutki dla Europejczyków mogą być opłakane. Póki co nie będą, bo w środę Parlament Europejski zastopował porozumienie.
Zapytajmy przy okazji: jak musi być szaleńcze, skoro nawet posłowie Europejskiej Partii Ludowej byli mu przeciwni? A Leszek Miller wyraził nawet nadzieję, którą zresztą podzielam, że pani Urszula trafi za ten podpis do więzienia i nie wyjdzie z niego już nigdy.
Podpisanie Mercosur to oczywisty powód do tego, co postuluję pod koniec każdego felietonu: że Komisję Europejską powinno się rozpędzić na cztery wiatry, a Unię zaprojektować od nowa. Komisja nie reprezentuje bowiem interesów większości Europejczyków i to nie tylko w kwestii Mercosur, w wielu innych także, chociażby gościnności wobec emigrantów, którzy nie integrują się z Europejczykami. Albo szaleństwa zielonej transformacji. I jeśli Europejczycy nie pogonią tego samozwańczego towarzystwa, to nadal będą żyć w demokracji, która jest wioską Potiomkinowską, czyli zwykłą mistyfikacją. Mistyfikacją zaczynającą się zreszą od procesu wyborczego, bo współczesne techniki manipulacji sprawiają, że wyborca tak naprawdę jest permanentnie robiony w konia i jeszcze się z tego cieszy.
Co mam na myśli? Spójrzcie państwo na nasze podwórko: oto Trzecia Droga. Miała być alternatywą dla PiS i PO. Co się stało po wyborach? Weszła w koalicję i przestała być Trzecią Drogą. Wcześniej to Nowoczesna była trzecią drogą. Jeszcze wcześniej - partia Palikota. We wszystkich trzech przypadkach wyborca kupił te obiecanki-cacanki, a gdy zagłosował, dostał, frajer, nie trzecią drogę, a rampę zjazdową do starego układu. W Europie zachodniej jest identycznie: Syriza w Grecji czy Ruch Pięciu Gwiazd we Włoszech też miały być trzecią drogą. Tak jak La République En Marche Macrona. Warto więc zastanowić się, czy to przypadek, czy zaplanowana ściema, która ma ułatwić lądowanie przy władzy tym samym co zawsze?
Wróćmy do mojej ulubionej Komisji Europejskiej. Przypuszczam, że bierzecie mnie Państwo za oszołoma, gdy co tydzień domagam się jej rozpędzenia, niczym Katon starszy zniszczenia Kartaginy. Możliwe nawet, że nim jestem. Ale strasznie mnie wkurza to, że o moim życiu decyduje samozwańcza klika, która nie ma nawet kompetencji do prowadzenia warzywniaka. Samozwańcza, bo to nie my ich wybieraliśmy. I których ojcowie Unii Europejskiej nie przewidywali, gdyż przez myśl im nie przeszło projektowanie jakiegoś niewybieralnego Biura Politycznego Unii Europejskiej. Więc mnie wkurza. A Państwa nie?
Mam nadzieję, że tak, chyba, że macie gdzieś, iż pani Ursula von der Layen chce was po pierwsze: otruć żywnością niespełniającą europejskich norm, po drugie: de facto zniszczyć europejskie rolnictwo, i po trzecie: narazić was na głód w czasie wojny, bo gdy rolnicy podzielą smutny los mamutów, to będziecie błagać Brazylijczyków, by wam przysłali jajka i cielęcinkę. Lecz wtedy na pewno pocieszy was myśl, że wielkie zachodnie koncerny motoryzacyjne, chemiczne, farmaceutyczne zarobią gigantyczne pieniądze, sprzedając do Mercosuru swoje wyroby. Ale, powtarzam: mam nadzieję, że nie jest wam wszystko jedno. Zaś jeśli nie jest, zastanówcie się, czy cytowany wcześniej Leszek Miller pierwszy raz w życiu nie powiedział coś sensownego.





