Słuchaj nas: Kielce 107,9 FM | Busko-Zdrój 91,8 FM | Święty Krzyż 91,3 | Włoszczowa 94,4
Szukaj Facebook Twitter Youtube
Radio eM
×

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 43.

PUBLICYSTYKA

Po prostu góry. Niezwykłe przygody kieleckich wspinaczy i alpinistów

wtorek, 05 lutego 2013 08:59 / Autor:
Po prostu góry. Niezwykłe przygody kieleckich wspinaczy i alpinistów
Po prostu góry. Niezwykłe przygody kieleckich wspinaczy i alpinistów

Wysiłek czasami wręcz morderczy. Walka z przyrodą, ale przede wszystkim z samym sobą. Cudowne widoki, mocniejsze bicie serca, ogromna adrenalina. Niedostępność, bezkompromisowość, piękno. Po prostu góry. Jest wielu kielczan, którzy bez nich nie wyobrażają sobie życia.

Góry można kochać na wiele sposobów. Niektórzy chcą zdobywać najwyższe szczyty – dla nich Rysy to za mało, oni celują w wielotysięczniki. Inni cenią sobie wspinaczkę, a tu możliwości jest ogromnie dużo. Niektórzy preferują tzw. bouldering, czyli wspinaczkę na niewysokich skałkach bez żadnej asekuracji. Do tego nie brakuje pasjonatów skitouringu, czyli chodzenia po górach... na nartach. – Do Świętokrzyskiego Klubu Alpinistycznego należy około stu osób, które reprezentują praktycznie wszystkie dyscypliny wspinaczkowe – mówi Bartosz Świtek, skarbnik klubu.

W górach jedli śnieg

Do klubu nie należy Piotr Rodzik, który jednak doświadczenie ma ogromne. To sportowiec–amator, ale trenujący niekiedy bardziej profesjonalnie od zawodowców. W ostatnich latach postawił na bieganie – do tej pory wziął udział w wielu światowych maratonach, między innymi w Nowym Jorku, Sztokholmie, Florencji i Berlinie. Wcześniej pasjonował się wspinaczką – tą skalną, ale też wysokościową. Najpierw, wraz z kolegą, wszedł na najwyższy szczyt Alp – Mont Blanc (4810 m. n.p.m), potem na Elbrus (5645 m. n.p.m.).

Piotr Rodzik wspomina: – Ten drugi wyjazd był szczególny. Musieliśmy pokonać dwie przeszkody – góry i... rosyjską milicję. W ruch szły łapówki, bo inaczej nie moglibyśmy zrealizować swego celu. Wszędzie są posterunki milicji, kilkakrotne sprawdzanie dokumentów w ciągu jednego dnia to norma. Raz nawet musieliśmy prosić o pomoc polską ambasadę.

Przygotowania do samego ataku trwały długo. Należało zadbać nie tylko o formę fizyczną, ale też wyposażenie. Plecaki były ciężkie, bo wypełnione jedzeniem, kuchenką i benzyną do niej. Za wodę kieleckim alpinistom służył roztopiony śnieg. – Dwa miesiące wcześniej na Kaukazie zginął Polak, a to nie był pierwszy śmiertelny wypadek. Mieliśmy obawy, bo nikt, kto wybiera się w góry, nie jest w stu procentach bezpieczny. Wiele problemów mogła sprawić nam pogoda, a do tego byliśmy zdani praktycznie tylko na siebie, ponieważ na Kaukazie właściwie nie ma schronisk. Na szczęście udało nam się wejść na szczyt. To była jedna z najpiękniejszych chwil w moim życiu – opowiada Rodzik.

Romantyzm najważniejszy

– Niektórzy lubią się wygrzewać na słońcu, a ja lubię w słońcu wisieć na skałach – śmieje się Bartosz Świtek. Jak podkreśla, zamiast wspinania sportowego woli wersję „romantyczną”. – Są sztuczne ścianki wspinaczkowe, ale one w ogóle mnie nie bawią. Muszę mieć kontakt z przyrodą, świeżym powietrzem, widokami, ale przede wszystkim z ludźmi. Gdybym miał odpowiedzieć na pytanie, dlaczego to robię, to właśnie ze względu na tę znakomitą atmosferę wśród wspinaczy.

W jego przypadku wejście na szczyt nie jest najważniejsze. – Najistotniejsze to pokonywać pewne drogi, ale one nie muszą prowadzić do samej góry. Uwielbiam wspinaczkę w Tatrach. Są blisko Kielc, ale jednocześnie stanowią spore wyzwanie – przekonuje Świtek.

To prawda, bo tatrzańskie szczyty nie należą do najłatwiejszych. – Mamy tam drogi o różnym stopniu trudności, w tym takie, które udało się przejść w historii zaledwie dwa razy. W tym roku chociażby doszło do powtórzenia wejścia z początku lat 90. I zespół potrzebował aż kilkunastu prób, żeby to zrobić – tłumaczy.

Świtek wspinał się także w innych miejscach. – Na przykład w górach basenu Morza Śródziemnego. Najciekawsza była chyba ostatnia, listopadowa wyprawa na Sardynię. To miejsce z ogromnym potencjałem wspinaczkowym, blisko 300 metrów ściany wpadającej wprost do morza. Byliśmy tam praktycznie tylko my i skały, bo pojechaliśmy w sezonie pozaurlopowym. Wspaniałe, niezapomniane okoliczności przyrody... – wspomina.

Na Kadzielni ledwo przeżył

Czy wspinaczka jest bezpieczna? – Wspinanie sportowe jest, a raczej może być, względnie bezpieczne. Wspinanie w górach już niekoniecznie, a zimą ryzyko rośnie do potęgi. Sam zaliczyłem kilka niezłych przygód – mówi Grzegorz Adamiec, prezes ŚKA. – W Jurajskich Skałkach uszkodziłem staw skokowy, a na naszej Kadzielni uległem wypadkowi, który ledwo przeżyłem. Dzisiaj nie mam z jego powodu śledziony. W Tatrach szczęśliwie unikałem jak na razie spadających kamieni i innych niespodzianek, choć czasami bywało gorąco. 

Rozsądne wydaje się więc pytanie, dlaczego nie przestał tego robić? – Bo mi się to podoba. Ruch wspinaczkowy, elegancja przechwytów, ludzie, kumulacja doznań, wrażeń, odczuć. Wspaniała przyroda, samozadowolenie z dobrze wykonanej roboty – wymienia jednym tchem. Adamiec, podobnie jak jego kolega z klubu alpinistycznego, preferuje wspinaczkę skalną, tatrzańską, w tym drogi sportowe, ale bardziej te z własnoręcznie umieszczanymi punktami asekuracyjnymi. Najchętniej jeździ w Tatry, choć dwukrotnie był też w Dolomitach. – Do wysokich ośmiotysięczników mnie raczej nie ciągnie – przekonuje.

I nic dziwnego, bo w niskich górach też może być ciekawie. Niektórzy w Tatrach musieli nawet nocować... na skale. – Chcieliśmy doświadczyć czegoś nowego, zrobiliśmy to, by podnieść poziom adrenaliny. Na ścianie, na wysokości kilkuset metrów, rozwiesiliśmy na linach specjalne łóżko, ale praktycznie nie spałem. Mimo że byliśmy przypięci do asekuracyjnych lin, adrenalina była zbyt duża. Poza tym naszym łóżkiem bardzo kołysał wiatr, rano zjedzenie śniadania okazało się niemożliwe – uśmiecha się Marcin Włodarski.

Prawda, że te historie czyta się z zapartym tchem? To proszę sobie teraz wyobrazić, co muszą czuć osoby, które przeżyły to wszystko na własnej skórze.

Tomasz Porębski

Nowy numer!

Zapraszamy do nas

Zgłoś news
POSŁUCHAJ
WIDEO