Słuchaj nas: Kielce 107,9 FM | Busko-Zdrój 91,8 FM | Święty Krzyż 91,3 | Włoszczowa 94,4
Szukaj Facebook Twitter Youtube
Radio eM
×

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 43.

PUBLICYSTYKA

Ten, który uratował obraz

piątek, 10 maja 2013 06:23 / Autor:
Ten, który uratował obraz
Ten, który uratował obraz

Rozmowa z ks. infułatem Józefem Wójcikiem, proboszczem parafii św. Andrzeja Apostoła w Suchedniowie.

– Mówią o księdzu: ten, który wykradł obraz Matki Bożej Jasnogórskiej…

– Tak mówią. Powstał nawet spektakl Teatru Faktu TVP „Złodziej w sutannie”.

– Zacznijmy od początku. W okresie PRL władze bardzo walczyły z Kościołem katolickim…

– Kardynał Stefan Wyszyński mówił, że losy komunizmu rozstrzygną się w Polsce, że kiedy nasz naród umocni się wiarą, obali ten ustrój. I tak się stało. Prymas Polski przez trzy lata był więziony przez władze PRL. Tak się złożyło, że w roku jego uwolnienia, czyli w 1956, przypadała 300. rocznica ślubów jasnogórskich, złożonych przez króla Jana Kazimierza. Narodził się pomysł ich odnowienia. Na to wydarzenie przyjechało około miliona pielgrzymów. Rozpoczęła się wówczas dziewięcioletnia nowenna, przygotowująca naród do Millenium Chrztu Polski, oraz peregrynacja kopii obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej.

– Jak trafił on na szlak pielgrzymi?

– Po wyjściu z więzienia Prymas zawiózł tę kopię do papieża Piusa XII. Ojciec Święty pobłogosławił ją i zaczęło się wielkie nawiedzenie. Obraz przybywał do każdej polskiej parafii na dobę. Wierni przygotowywali się do tego wydarzenia przez misje lub rekolekcje. Peregrynacja powodowała masowe nawrócenia, do konfesjonałów ustawiały się długie kolejki. Władze komunistyczne przestraszyły się duchowej odnowy narodu. Utrudniały więc ją na różne sposoby, na przykład organizując dzieciom i młodzieży inne zajęcia podczas nawiedzenia. Dorosłych, którzy przygotowywali peregrynację, spotykały kary i szykany. Mimo tego wierni angażowali się wyjątkowo gorliwie. W końcu władze zaaresztowały obraz.

– Jak do tego doszło?

– Na drodze między Pasłękiem a Ostródą samochód z kopią wizerunku Matki Bożej Jasnogórskiej, przewożoną z Fromborka do Warszawy, został zatrzymany, a sam obraz pod silną eskortą milicji przewieziony do warszawskiej katedry, w której przetrzymywano go przez około trzy miesiące. Kiedy zbliżał się termin peregrynacji w archidiecezji katowickiej, jej biskup oraz proboszcz chcieli przewieźć wizerunek Madonny do Katowic. W lesie niedaleko Będzina zatrzymała ich milicja. Funkcjonariusze siłą wyrzucili księży z auta, a obraz przewieźli na Jasną Górę. Tam umieszczono go w kaplicy za kratami, a przy bramie klasztoru ustawiono milicyjne posterunki. Każdy wyjeżdżający samochód był rewidowany, nawet auto Prymasa. Władze ostrzegły generała paulinów, że jeśli kopia Madonny Jasnogórskiej opuści klasztor, zostaną zlikwidowane trzy domy zakonne. Pozostała więc tam sześć lat. Po kraju peregrynowały puste ramy oraz ewangeliarz i świeca.

– W jaki sposób uwolniliście obraz?

– Postanowiłem, że obraz musi choćby na chwilę nawiedzić moją diecezję radomską. Powiedziałem o tym Prymasowi, który mnie znał, ponieważ wcześniej walczyliśmy o jedność w podzielonej parafii w Wierzbicy. Wtedy już siedziałem w więzieniu dziewięć razy, więc nie bałem się kolejnych szykan. Prymas zgodził się, poprosił jedynie, aby o moich zamiarach wiedziało jak najmniej osób. Wtajemniczyłem tylko jednego księdza i dwie siostry zakonne.

– Jak wyglądały przygotowania?

– Trwały dość długo. Kilka razy jeździłem między Radomiem a Częstochową, aby dokładnie wyliczyć czas przejazdu. Trzeba było też dorobić klucze do kaplicy, w której przetrzymywano obraz. Często gościłem na Jasnej Górze, więc byłem znany. Pewnego dnia poprosiłem siostrę opiekującą się kopią Cudownego Wizerunku, aby dała mi klucze do kaplicy, bo chciałem się tam pomodlić. Szybko dorobiliśmy je u ślusarza. Obraz miałem wymierzony i wiedziałem, że nie zmieści się do żadnego samochodu osobowego. Wtajemniczone siostry postarały się więc o nyskę.

– Ustaliliście datę uwolnienia na 12 czerwca…

– Ale wtedy nie udało się, bo pracownicy Jasnej Góry usiedli przy wyjściu z bazyliki i mogliby zauważyć, że coś wynosimy. Przełożyliśmy akcję na następny dzień…

– Czyli 13 czerwca w świętego Antoniego, patrona osób i rzeczy zagubionych…

– Właśnie, data też była symboliczna. Rano poszliśmy z wtajemniczonym księdzem do kaplicy i wynieśliśmy obraz. Nyska stała na dziedzińcu, pobłogosławiłem siostry i pojechały. Ja zostałem na Jasnej Górze i poszedłem do konfesjonału. Wybrałem taki, z którego mogłem zauważyć, kiedy wszystko się wyda. Upłynęły dwie godziny, zanim jedna z sióstr zauważyła zniknięcie obrazu. Poszedłem szybko do zakrystii odwrócić uwagę, aby jeszcze nie powiadamiano milicji. Kiedy upłynęły trzy godziny, pomyślałem, że trzeba jechać do Radomia. Siostry z obrazem już był na miejscu.

– Co się działo w Radomiu?

– Początkowo schowaliśmy kopię Madonny Jasnogórskiej w komórce na węgiel, bo baliśmy się rewizji na plebanii. Później przenieśliśmy Matkę Bożą do pokoju, na którym napisano „Klauzura”. W tym czasie kilka razy wzywano mnie do prokuratury.

– Jak wyglądało włączenie obrazu w szlak nawiedzenia?

– Na uroczystość rozpoczęcia peregrynacji w Radomiu, 18 czerwca 1972 roku, przybyło około 80 tysięcy wiernych. Wiedzieliśmy, że możemy pokazać obraz tylko w tym dniu, bo ludzie nie pozwoliliby władzom go zabrać, choć kościół i miejsce celebry obstawili esbecy. Kiedy rozpoczęły się uroczystości, ośmiu biskupów, na czele z Prymasem Polski oraz kardynałem Karolem Wojtyłą, na swych ramionach wyniosło Matkę Bożą Jasnogórską, którą ustawili na frontonie świątyni. Co się wtedy działo! Ludzi ogarnęła euforia: wiwatowali, śpiewali, płakali. Po sześciu latach uwięzienia obraz wrócił na szlak nawiedzenia i do dziś wędruje po Polsce! Obecnie jest w diecezji toruńskiej.

– Dlaczego komuniści go zaaresztowali?

– Wiedzieli, że odnawiająca się wiara jest dla nich zagrożeniem. W Polakach rodziła się nadzieja, że Matka Boża nas nie opuści i poprowadzi do wolności. I nie zawiedliśmy się. Ona jest naszą Królową z Jasnej Góry i również dziś zsyła nam swoje łaski.

– Dziękuję za rozmowę.

Katarzyna Bernat

Nowy numer!

Zapraszamy do nas

Zgłoś news
POSŁUCHAJ
WIDEO