Słuchaj nas: Kielce 107,9 FM | Busko-Zdrój 91,8 FM
Szukaj Facebook Twitter Youtube
Radio eM
Jednosczdrowie3

SPORT

Korona dalej wierzy. Ojrzyński: Każdy z nas musi umieć zachowywać się pod krytyką

czwartek, 12 maja 2022 14:17 / Autor: Damian Wysocki
Korona dalej wierzy. Ojrzyński: Każdy z nas musi umieć zachowywać się pod krytyką
fot. Grzegorz Ksel
Korona dalej wierzy. Ojrzyński: Każdy z nas musi umieć zachowywać się pod krytyką
fot. Grzegorz Ksel
Damian Wysocki
Damian Wysocki

– Po gongu w Opolu, wszyscy mają świadomość, że opatrzność dała nam kolejną szansę. Coś w tym musi być. Trzeba to wykorzystać i wierzyć w bezpośredni awans do samego końca – mówi Leszek Ojrzyński, trener Korony Kielce przed sobotnim spotkaniem z GKS-em Katowice.

Przed tygodniem „żółto-czerwoni” przegrali na wyjeździe z Odrą Opole 1:3. Wydawało się, że to przekreśliło ich szanse na drugie miejsce i mogą rozpocząć mylenie o barażach. W tej samej serii swoje mecze przegrały jednak Arka Gdynia i Widzew Łódź. Kielczanie ciągle mają szanse na bezpośrednią promocję. Sami muszą wygrać dwa pozostałe spotkania, a dodatkowo liczyć na potknięcia rywali.

– To jest piękne. Mamy dwie kolejki do końca. Wszystko się może zdarzyć. Musimy skupić się na sobie i zapomnieć o ostatnim meczu w Opolu. Teraz musimy być skuteczni i wygrać. Później będziemy patrzeć na sytuację w tabeli.  Skupiamy się tylko na  tym, co nas czeka w sobotę. Nie można wybiegać za daleko z myślami, bo pewnych rzeczy można nie doczekać – wyjaśnia Leszek Ojrzyński.

W sobotę „żółto-czerwoni” zagrają z pewnym utrzymania GKS-em Katowice. Zespół ze Śląska zajmuje 11. miejsce. Ostatnio złapał dobrą formę. W pięciu poprzednich kolejkach wywalczył 11 punktów.

– To, że są pewni utrzymania, może dać im luz. Nie możemy jednak gdybać. Trzeba wziąć sprawy w swoje ręce. Pracujemy nad tym. Mam nadzieję, że pomogą nam kibice. Musimy walczyć do końca. Czy z happy endem, czy przez baraże… tego nie wiemy. Warto starać się o trzecią lokatę, bo ona później może zrobić robotę. Przeszłość zostawiamy za sobą. Patrzymy na to, co będzie lada moment – tłumaczy szkoleniowiec „żółto-czerwonych”.

– Nie ma reguły, jak drużyna zachowa się w takiej sytuacji. Jest duża doza niepewności. Nie możemy wyrokować, jak zachowają się rywale. Musimy skupić się na sobie, na tyle przycisnąć, aby wygrać. To przedłuży nasze nadzieje. Znam kilku ich zawodników. Z niektórymi pracowałem w ekstraklasie, z innymi na początku ich drogi. Stać ich na bardzo dobrą grę. To ciekawy zespół, który zapewnił sobie byt. Czy to im pomoże, czy troszeczkę inaczej zagrają, czy będą zmiany, to są problemy rywali. My musimy rozwiązać swoje – uzupełnia Leszek Ojrzyński.

Przed tygodniem Korona rozczarowała w Opolu. Teraz należy spodziewać się kilku zmian w wyjściowym składzie.

– Pewnie będą roszady. Musi do tego dojść, kiedy przegrywa się mecz po słabej grze. Bezpośrednio po spotkaniu powiedziałem, że powinienem zrobić osiem zmian. Były duże zastrzeżenia. Inaczej układaliśmy sobie plan, a obraz gry nas zasmucił. Przeżywaliśmy ciężkie chwile, ale teraz musimy się podnieść – tłumaczy trener Korony.

W ostatnich tygodniach słabszą formę prezentuje Piotr Malarczyk. Środkowy obrońca był poważnie zamieszany w utratę dwóch bramek w Opolu. Po meczu spadła na niego bardzo duża fala krytyki.

– Często w swojej pracy miałem do czynienia z wychowankami, którzy jeszcze mocniej utożsamiają się z klubem. Spada na nich większa krytyka. Tak miałem w Arce z Mateuszem Szwochem, który był niszczony na forach. Miał ciężko, ale dawał radę. Każdy z nas musi umieć zachowywać się pod krytyką. Rozmawialiśmy z Piotrkiem. Trzeba umiejętnie poradzić sobie z trudnymi chwilami. To nie może nas zdeprymować przed ważnymi spotkaniami. Taką mamy profesję. Kiedy nie idzie, to pojawia się krytyka. Przy tych bramkach, mocno dostało się Piotrkowi. Wierzę w niego. Przecież też grał w zwycięskich spotkaniach. Przez takie momenty przechodzimy razem. Każdy bierze to na siebie. Ja, jako trener, najbardziej – przekonuje Leszek Ojrzyński.

Przed sobotnim spotkaniem sztab szkoleniowy ma do dyspozycji wszystkich zawodników. Gotowy do gry jest Michał Koj. W zespole nie ma już śladów po wirusie grypy, który go storpedował we wcześniejszych kolejkach.

– To miało duży wpływ na naszą postawę. Za tym szły różne historie. Ktoś wypadł na dziesięć dni, ktoś wracał po trzech. Później niektórzy trenowali z niepełnym obciążeniem. Inni zostali rzuceni na głęboką wodę i od razu grali. Ten tydzień przepracowaliśmy w pełnym składzie. Jakoś treningów była na odpowiednim poziomie. Teraz musimy pokazać to w meczu – kwituje Leszek Ojrzyński.

Sobotni mecz z GKS-em Katowice na Suzuki Arenie rozpocznie się o godz. 20.45 i będzie w całości transmitowany na naszej antenie.

Nowy numer!

Zapraszamy do nas

TWÓJ NEWS
POSŁUCHAJ
WIDEO