Słuchaj nas: Kielce 107,9 FM | Busko-Zdrój 91,8 FM | Święty Krzyż 91,3 | Włoszczowa 94,4
Szukaj Facebook Twitter Youtube
Radio eM

SPORT

Potęga głowy. Gębala: To najtrudniejsze, ale cechuje najlepsze drużyny

poniedziałek, 13 czerwca 2022 09:27 / Autor: Damian Wysocki
Potęga głowy. Gębala: To najtrudniejsze, ale cechuje najlepsze drużyny
Potęga głowy. Gębala: To najtrudniejsze, ale cechuje najlepsze drużyny
Damian Wysocki
Damian Wysocki

Final4 nie wygrywa się tylko umiejętnościami. Po trofeum sięgają ci, którzy lepiej wytrzymują presję. Bardzo często zawodzą faworyci, a triumfują drużyny atakujące z drugiego szeregu. Podopieczni Tałanta Dujszebajewa pokazali w tym sezonie, że potrafią trzymać ciśnienie.

Fani kieleckiego klubu lubią wracać do pamiętnego finału z Telekomem Veszprem z 2016 roku. Wówczas przekonaliśmy się doskonale, co to znaczy mocna głowa i olbrzymie serce. Na kwadrans przed końcem kielczanie przegrywali jeszcze ośmioma bramkami. Na czasie Tałant Dujszebajew poprosił zawodników o zredukowanie strat do minimum. Historię fantastycznej pogoni i zwycięstwa po karnych znają wszyscy. To powtórki, które nigdy się nie znudzą. Obecny zespół również dojrzał pod względem mentalnym, chociaż jest jednym z najmłodszych w Europie. – Najważniejsze jest pokazywać swoją moc w momentach, kiedy nie idzie – przekonuje Tomasz Gębala, lider obrony, specjalista od psychologii w kieleckim zespole.

PORAŻKA NAJLEPSZYM NAWOZEM

FC Barcelona, Paris Saint-Germain, Telekom Veszprem, Flensburg, Montpellier – ten zestaw robi wrażenie. Łomża Vive pokazała w tym sezonie, że może wygrywać ze wszystkimi. Chociaż już udało się napisać niezłą historię, to kielczanie zostawili sobie trochę wolnego miejsca na to, co najważniejsze.

– Zawsze marzyłem, żeby wygrać Ligę Mistrzów. Mecze przed Final4 nie mają znaczenia. Historia zapamiętuje zwycięzców. Nie chcemy być tylko w Kolonii i zobaczyć fajną halę. Dla nas to nie wycieczka – przekonuje Tomasz Gębala.

Łomża Vive wykuła charakter przez porażki. W poprzednim sezonie, najpierw straciła szanse na łatwiejszą drabinkę, przegrywając u siebie z Flensburgiem.  Później za burtę wyrzuciło ich HBC Nantes z rewelacyjnym Emilem Nielsenem w bramce.

– Doskonale pamiętamy przegrany rewanż. Po nim, przez dwa tygodnie, byliśmy wyjęci z życia. Czuliśmy pustkę. To dla nas najlepszy motywator – przyznaje Tomasz Gębala.

– Po takiej porażce musieliśmy wyrobić sobie pewną odporność. Dużo dała nam rywalizacja w mocnej grupie, najtrudniejszej w historii. Mieliśmy ciężkie momenty. Tak jak w domowym meczu z Barceloną, gdzie przechyliliśmy szalę zwycięstwa dopiero w końcówce. Nie wychodziło nam też w lidze z Azotami Puławy, czy w ostatnim meczu o mistrzostwo z Płockiem. Mimo presji, potrafiliśmy wygrać. Odrobiliśmy lekcję, jak wytrzymywać presję. Nie jest sztuką być lepszym, kiedy wszystko wychodzi. Trzeba umieć wychodzić z opresji. To najtrudniejsze do przestawienia w głowie. W takich spotkaniach można zrobić najbrzydszą akcję, byle skuteczną. To najtrudniejsze, ale cechuje najlepsze drużyny – wyjaśnia lider kieleckiej obrony.

CHCE WYGRYWAĆ

W trakcie kariery Tomasz Gębala przeżył kilka trudnych momentów. Dwa razy zerwał więzadła krzyżowe w kolanie. W tym sezonie długo grał z dziurą w kości. Po operacji pauzował przez kilka miesięcy i wrócił dopiero na majowe spotkania z Montpellier. Te wszystkie trudne momenty zahartowały go jako sportowca. Jak sam przyznaje, pozwoliły też poznać siebie.

– Usłyszałem takie stwierdzenie, że zawodnik, który nie przeszedł ciężkiej kontuzji, nie zna siebie dokładnie. To można przerzucić na człowieka. Ktoś kto nie przeszedł jakiejś traumy, która go złamała, to nie zna siebie. Musiałem przejść drugie krzyżowe, aby to zrozumieć. Kontuzji nabawiłem się zaraz po powrocie po wcześniejszej. Wiedziałem, co mnie czeka. To zabolało poważnie. Nie bolała noga, ale serce i głowa. Wtedy zacząłem rozumieć, czego chcę w tym wszystkim. Kocham grać w piłkę ręczną, ale to dla mnie nie wszystko. Chcę wygrywać. Jeśli mam tylko być, to mógłbym się pobawić w niższej lidze. Kiedy opuszczam swój dom, zostawiam dzieci, to nie chcę tego robić dla zabawy. Chcę być ważną częścią zespołu, który wygrywa – wyjaśnia szczypiornista pochodzący z Trójmiasta.  

Łomża Vive chce przełożyć indywidualne i te drużynowe doświadczenia w końcowy sukces.

– Wiemy, że w Kolonii może wygrać każdy z czterech zespołów. My na to wszystko zapracowaliśmy dobrą postawą w grupie. Tam zdecyduje jeden mecz. Każda z drużyn ma w swoich szeregach zawodnika, który przy dniu konia, może przesądzić o wyniku. Tam będziemy musieli sobie poradzić również w momencie, kiedy nie będzie świeciło dla nas słońce. Jeśli nie wygramy, to będzie tylko fajna przygoda. My wiemy, co chcemy zrobić. Wszyscy, którzy pamiętają uczucie po spotkaniu z Nantes. Wiemy, że poziom będzie wysoki, ale stać nas na zwycięstwo – kwituje Tomasz Gębala.

Nowy numer!

Zapraszamy do nas

Zgłoś news
POSŁUCHAJ
WIDEO