Słuchaj nas: Kielce 107,9 FM | Busko-Zdrój 91,8 FM | Święty Krzyż 91,3 | Włoszczowa 94,4
Szukaj Facebook Twitter Youtube
Radio eM

SPORT

Wolff: Spokój w trudnych momentach to klucz do sukcesu

poniedziałek, 13 czerwca 2022 09:46 / Autor: Damian Wysocki
Wolff: Spokój w trudnych momentach to klucz do sukcesu
Wolff: Spokój w trudnych momentach to klucz do sukcesu
Damian Wysocki
Damian Wysocki

Nie byłoby Łomży Vive w Final4, gdyby nie świetna dyspozycja Andreasa Wolffa. Niemiecki bramkarz zawiódł w kluczowych spotkaniach poprzedniego sezonu z Flensburgiem i Nantes. Nie zaliczył również udanego początku kończących się rozgrywek. Późną „jesienią” przyszło jednak przebudzenie. W nowym roku broni już jak natchniony. 30-latek zaliczył kapitalny rewanż z Montpellier. Później dał 19-ste mistrzostwo Polski. W obu tych pojedynkach bronił z blisko 50-procentową skutecznością.

– Pochodzisz z Euskirchen, które jest oddalone od Kolonii o nieco ponad 30 kilometrów. Grałeś w THW Kiel, a dopiero teraz zadebiutujesz w Final4. Trochę dziwne, prawda?

– To mój dwunasty sezon w seniorskiej piłce ręcznej. Czasami tak jest. Oczywiście, w Kolonii byłem wiele razy. Często jeździłem na mecze Gummersbach, które grało tam od czasu do czasu. Doskonale pamiętam mecz z Francją na mistrzostwach świata w 2007 roku. Później sam mogłem kilka razy zagrać w Lanxess Arenie. W tej hali panuje niesamowita atmosfera. Wiemy, że nasi kibice idealnie wpiszą się w ten klimat.

– W tym sezonie dokonaliście już kilku dużych rzeczy. Wygraliście najtrudniejszą grupę w historii, pewnie pokonaliście Montpellier. Później wyciągnęliście przegrane mistrzostwo Polski. Do Kolonii na pewno nie jedziecie na wycieczkę.

– Znam ją doskonale, więc nie muszę nic zwiedzać. Chcemy wygrywać każdy kolejny mecz. Tylko tyle. I aż tyle. Wiemy, że notujemy dobry sezon, ale chcielibyśmy, aby on był zapamiętany. Stanie się tak tylko, jeśli drugi raz w historii sięgniemy po puchar. Kiedy jedziesz do Kolonii musisz mieć jeden cel – wygrać.

– Wilk przebudził się na dobre. Przed rokiem, po przegranym rewanżu z Nantes w TOP16, wziąłeś winę na siebie. W dwumeczu odbiłeś tylko pięć piłek. Teraz zostałeś bohaterem bardzo ważnych spotkań.

– Nie miałem dobrych miesięcy miedzy marcem a październikiem. Nie  czułem się dobrze mentalnie. To było widać na boisku. Głowa jest ważna na mojej pozycji. Przecież zacząłem dobrze w Kielcach. Znacznie dłużej nie mogłem jednak wejść na poziom, którego od siebie oczekuję. Jestem szczęśliwy, że mogłem teraz pomóc, ale wiem, że drużyna na mnie liczy w kluczowych meczach.

– Wielu obserwatorów mówi, że Andreas pracuje teraz za dwóch. Tak działa podrażniona ambicja?

– Lubię ciężką pracę. Nie jestem chłopakiem, który wychodzi i tylko gra. Są tacy zawodnicy, którzy nie muszą w stu procentach przykładać się do treningów. Mogą skupiać się tylko na taktyce. Później są najlepsi. Ja zawsze muszę dobrze czuć się fizycznie. Dziękuję za wsparcie trenerów. To dzięki nim cały czas robię kroki do przodu. Też uczę się, że większość rzeczy rozgrywa się w głowie. Spokój w trudnych momentach to klucz.

– Wasza drużyna, jedna z najmłodszych w całej stawce, dojrzała. Mocne charaktery: twój, trenera, innych liderów uległy dodarciu?

– W tym sezonie pokazaliśmy, że mamy odpowiednią mentalność. Wielu zawodników wie, czego wymaga Tałant. Być może mamy najlepszego trenera na świecie. Jeśli jego założenia potrafimy przenieść na boisko, to możemy pokonać każdego.

– Co było kluczem do złapania odpowiednich fal?

– Zdążyliśmy się poznać. Na początku grałem z kilkoma nowymi osobami. Dla wielu z nich był to pierwszy sezon na tak wysokim poziomie. Mamy wielu młodych zawodników. Oni zawsze muszą zdobyć doświadczenie. Teraz pokazaliśmy, że zrobiliśmy krok do przodu. Musimy iść dalej, bo wiemy, że możemy jeszcze więcej.

– Wygrać Final4 przy rodzinie i znajomych, to byłoby coś? Tylko najpierw trzeba ograć Veszprem.

– W tym turnieju może wygrać każdy. Nie ma żadnej niespodzianki w obsadzie. Z kim nie przyjdzie nam grać, to zawsze będzie trudno. Veszprem ma fajny zespół. Dalej są głodni pierwszego zwycięstwa w Lidze Mistrzów. Musimy pokazać jeszcze większą motywacją. Moja rodzina kupiła bilety, kiedy awansowaliśmy. Cieszę się, że będę miał ich wsparcie. Z drugiej strony, oni będą mieć 30 kilometrów do domu, a ja muszę jeszcze na chwilę wrócić do Kielc ponad 1000 (śmiech).

– Dziękuję za rozmowę.

Nowy numer!

Zapraszamy do nas

Zgłoś news
POSŁUCHAJ
WIDEO