Słuchaj nas: Kielce 107,9 FM | Busko-Zdrój 91,8 FM
Szukaj Facebook Twitter Youtube
Radio eM
Radio eM

KOŚCIÓŁ

Z krzyżem przez Polskę i na Giewont. Rozmowa z Michałem Ulewińskim

niedziela, 03 stycznia 2021 14:58 / Autor: Michał Łosiak
Z krzyżem przez Polskę i na Giewont. Rozmowa z Michałem Ulewińskim
Fot. FB/Państwo Boże
Z krzyżem przez Polskę i na Giewont. Rozmowa z Michałem Ulewińskim
Michał Łosiak
Michał Łosiak

Rozmowa z Michałem Ulewińskim, który razem z piętnastokilogramowym krzyżem przeszedł prawie 1700 kilometrów w intencji ocalenia naszej ojczyzny.

Przejście całej Polski z ciężkim krzyżem na ramionach – można powiedzieć, że to dość szalony pomysł. Jak zrodził się on w sercu 27-latka?

Bardzo mocno wierzę, że to natchnienie Ducha Świętego. Czytając Apokalipsę świętego Jana Apostoła doszedłem do fragmentu, w którym na końcu czasów z czterech narożników ziemi aniołowie zostali uwolnieni i będą karać wszystkich za odstępstwo od Pana Boga. Nie zrobią jednak szkody tym ludziom, którzy mają pieczęć Pana Boga na czołach. Utożsamiłem tę pieczęć z Krzyżem Świętym. Pomyślałem, że skoro aniołowie mogą oznaczać nią ludzi, to ja – jako Świątynia Ducha Świętego, mogę oznaczyć cały nasz kraj, żeby był bezpieczny. Pan Jezus powiedział siostrze Faustynie, że będzie błogosławił całemu narodowi. Odebrałem to jako pewną zachętę do podjęcia tej inicjatywy i pomyślałem, że jeśli przejdę zaplanowaną trasą to Pan Bóg pobłogosławi naszej ojczyźnie.

Pomysł jest ważny, ale bardzo ważna jest realizacja. Jak planowałeś swoją wędrówkę?

Potrzebowałem na to trochę czasu. Najpierw pomyślałem o samej trasie, ale potem wpadłem na pomysł wzięcia ze sobą krzyża, którym naznaczę krzyż na Polsce. Chciałem też, żeby ludzie w całym kraju widzieli ten duży krzyż i zaczęli o nim myśleć. Jego wymiary mają swoją symbolikę. Ma on trzy metry długości, ponieważ Pan Bóg jest Jeden w Trzech Osobach. Belka ma wymiary siedem na dziesięć centymetrów po to, aby prosić o dary Ducha Świętego i przeprosić, że nie żyjemy według siedmiu cnót i Dziesięciu Przykazań Bożych. Belka pozioma ma zaś 153 centymetry. Ostatni połów Jezusa z Apostołami to 153 ryby, a objawienia w Fatimie trwały 153 dni. Różaniec to 153 „Zdrowaś Maryja”.

Później pojawił się problem samego rozpoczęcia wędrówki. Pytałem siebie jak mam to wszystko zacząć. Przypomniałem sobie słowa św. Jana Pawła II, żebyśmy bronili krzyża od Giewontu, aż po Bałtyk. I już wtedy wiedziałem jak będzie przebiegała moja trasa. Kolejnym punktem jaki wyznaczyłem było Gniezno, gdzie wszystko w Polsce się zaczęło. Potem pomyślałem, że pójdę do Sokółki. Może nie dokładnie tej Sokółki, gdzie był cud eucharystyczny, ale tej niedaleko Warszawy, czym symbolicznie odniosłem się do tamtej miejscowości. Na mapie okazało się, że trasa wyznaczyła krzyż.

Noclegi, jedzenie, odpoczynek – to wszystko przecież też trzeba było dobrze zaplanować.

Dostałem natchnienie, żeby zadzwonić do znajomych. Jeden z nich powiedział mi, żebym zaufał Panu Bogu i nie brał gotówki, karty, a On się o mnie zatroszczy. Drugi z nich dodał do tego szatę pokutną, marsz bez butów i relacjonowanie na bieżąco mojej drogi. Kiedy zwróciłem mu uwagę, że nawet Pan Jezus posłał Apostołów w sandałach, wówczas na to przystał. To wszystko i zaufanie Chrystusowi dopełniło obraz mojej wędrówki. Wszystko się ostatecznie skończył dobrze. Codziennie miałem gdzie spać i co jeść. Wsparcie było niesamowite. Niektóre osoby szukały mnie na trasie po to, żeby mi coś przekazać. Czasami musiałem odmawiać, bo nie mogłem tych wszystkich rzeczy pomieścić.

Pewnie na trasie nie brakowało trudności…

Większość z nich związana była z moim ciałem. Mam chory kręgosłup i ósmego dnia drogi czułem, że nie dam rady pójść dalej. Następnego dnia przyjechał mój znajomy i pomagał mi nieść krzyż przez dwa dni. Odczułem to jako objaw opieki Pana Boga, który dał mi odpocząć. Zresztą, cała trasa obfitowała w takie zdarzenia i była jednym wielkim błogosławieństwem. Były trudności, ale również ataki Złego na moją osobę. Pojawiały się negatywne myśli o konieczności spania na zewnątrz, braku jedzenia. Nie przejmowałem się tym jednak, bo wiedziałem, że będzie tak jak chce Stwórca i to co on dopuści będzie dla mnie najlepsze. To była również lekcja, żeby wypełniać wolę Boga, a on będzie mnie wspierał.

Jednym z najważniejszych momentów było wejście na Giewont, zresztą też bardzo symboliczne.

Tu znowu nieoceniona była pomoc Pana Boga i moich znajomych. Umówiłem się z nimi, że tam przyjadą i mi pomogą. Szczerze powiedziawszy liczyłem, że nie przyjadą, bo chciałem wejść na Giewont sam. Przyjechało w sumie dziewięć osób, a po drodze spotkałem jeszcze jednego pana. Okazało się, ze samemu byłoby mi niezwykle ciężko. Dostałem wówczas prawdziwą lekcję pokory i wskazówkę, aby działać wspólnie. Zrozumiałem, że tylko zjednoczeni możemy dać radę.

Michałem Ulewińskim zainteresowały się media ogólnopolskie, a o twojej pielgrzymce głośno było w całym kraju. Taki wzrost popularności pomaga, czy raczej przeszkadza?

Miało to swoje dobre i złe strony. Praktycznie całą drogę się modliłem, po Giewoncie więcej ludzi znalazło się na mojej trasie, przez co nie mogłem poświęcić tak dużo czasu na duchowe rozważania. Z każdą osobą trzeba było porozmawiać. Wówczas jednak odeszły pewne troski, bo łatwiej mogłem znaleźć nocleg, czy dostać posiłek. Nie dawałem się więc wspomnianym atakom Złego.

Teraz koordynujesz peregrynację figury Matki Bożej Fatimskiej z Krzeptówek. Przez dwanaście miesięcy chcecie odwiedzić dwanaście miejscowości. Teraz są to Kielce i parafia Ducha Świętego.

Organizują to wspólnoty zgromadzone wokół Męskiego Różańca. Maryja powiedziała, że Bóg przygotował dla świata ratunek w Jej Niepokalanym Sercu. Jeśli będziemy wypełniać to, o co Matka Boża prosiła w Fatimie, to uzyskamy pokój dla naszej ojczyzny i nawrócenie grzeszników. To jest właśnie nasz cel.

Dziękuję za rozmowę

Zapraszamy do nas

Nowy numer!
TWÓJ NEWS
POSŁUCHAJ
WIDEO