W przeddzień 80. rocznicy pogromu kieleckiego mieszkańcy Kielc oddali hołd ofiarom jednego z najtragiczniejszych wydarzeń w powojennej historii miasta. Uroczystości rozpoczęły się w południe modlitwą międzyreligijną przy grobie ofiar pogromu na cmentarzu żydowskim w Kielcach, którą poprowadzili członkowie Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów.
W tym roku obchody odbyły się 3 lipca, w przeddzień rocznicy, ze względu na szabat, czyli święty dzień judaizmu.
- Przed II wojną światową w Kielcach mieszkało około 20 tysięcy Żydów. W wyniku nazistowskiej polityki zagłady większość z nich została zamordowana podczas likwidacji getta w sierpniu 1942 roku. Wojnę przeżyło około 200 osób, które po jej zakończeniu wróciły do Kielc i zamieszkały m.in. przy ulicy Planty 7, próbując odbudować życie swojej społeczności. 4 lipca 1946 roku fałszywa plotka o rzekomym porwaniu 8-letniego Henia Błaszczyka przez Żydów doprowadziła do wybuchu pogromu kieleckiego. Rozwścieczony tłum, przy bierności milicji i wojska, zaatakował mieszkańców kamienicy przy Planty 7 – przypomina Andrzej Białek, wiceprezes Stowarzyszenia im. Jana Karskiego w Kielcach.
Podczas tych tragicznych wydarzeń zostało zamordowanych 37 Żydów i 3 Polaków, a 35 Żydów zostało rannych. W niektórych źródłach podawana jest większa liczba ofiar.
Jak informuje Marzena Grosicka z Delegatury Instytutu Pamięci Narodowej w Kielcach, do pogromu doszło w okresie dużych napięć politycznych.
- Zaledwie kilka dni wcześniej, 30 czerwca 1946 roku, przeprowadzono sfałszowane referendum, a w kraju obowiązywała podwyższona gotowość służb. Rodzi się pytanie, dlaczego do pogromu doszło właśnie wtedy, gdy na ulicach było tak wielu funkcjonariuszy i żołnierzy – mówi.
Andrzej Białek podkreśla, że przez wiele lat nie można było czcić pamięci o ofiarach.
- Dopiero po 1989 roku mieszkańcy Kielc zaczęli otwarcie mierzyć się z pamięcią o tej tragedii. Od 21 lat uroczystości rocznicowe organizuje Stowarzyszenie im. Jana Karskiego – informuje Andrzej Białek.
Jak co roku, w uroczystości wzięli udział również przedstawiciele władz i różnych instytucji, a także goście, którzy przyjechali z innych miast, a nawet delegacje z zagranicy.
- Jestem tu dziś, bo mój dziadek Wiktor Abramowicz, który urodził się w Kielcach, ocalał z pogromu. On nigdy o tym nie chciał mówić, bo to były dla niego zbyt traumatyczne wydarzenia – mówi Isidoro Abramowicz, kantor Synagogi Pestalozzistrasse w Berlinie, którego dziadek przeżył pogrom kielecki w 1946 roku.
Agata Wojda, prezydent Kielc zauważa, że pogrom kielecki pozostaje jednym z najtrudniejszych rozdziałów w historii miasta.
- Musimy mierzyć się z tą historią, wyciągać z niej wnioski i nie pozwalać, by strach stawał się źródłem nienawiści. Pamięć o tych wydarzeniach to najlepszy sposób, by podobne tragedie nigdy się nie powtórzyły – przekonuje.
Centralna część obchodów odbyła się przy pomniku Menora, skąd uczestnicy przeszli przed kamienicę przy ulicy Planty 7, gdzie wyczytane zostały nazwiska ofiar, a przy każdej tabliczce zostały zapalone znicze.
W ramach obchodów zaplanowane zostały też dwa koncerty. O godzinie 17 w Filharmonii Świętokrzyskiej „Wieczór pamięci” z udziałem Orkiestry Klezmerskiej Teatru Sejneńskiego, a o godzinie 18.20 w Bazylice Katedralnej w Kielcach „Dziedzictwo” w wykonaniu Isidoro Abramowicza oraz Jakuba Stefka (organy).