W Polsce Wielkanoc to poranna rezurekcja, biały obrus i koszyczek ze święconką. A jak ten wyjątkowy czas obchodzi się na Czarnym Lądzie? O różnorodności tradycji i uniwersalności wiary opowiadają alumni Wyższego Seminarium Duchownego w Kielcach: Bernardo Kanguaia Manuel z Angoli oraz Zidane Elder Adriss z Republiki Środkowoafrykańskiej.
Angola: Wielki Post bez „Gorzkich żali”
Dla Bernardo Kanguaia Manuela, kleryka IV roku, czas Wielkanocy to przede wszystkim intensywne przeżycie wspólnotowe w murach świątyni. Porównując polskie i angolskie tradycje, zauważa brak niektórych nabożeństw, które w Polsce są filarami Wielkiego Postu.
– W moim kraju Wielkanoc przeżywa się głównie w kościele. Co ciekawe, nie znamy nabożeństwa „Gorzkich żali”. Sama liturgia od Środy Popielcowej do Niedzieli Zmartwychwstania jest jednak prawie identyczna: są m.in. Drogi Krzyżowe czy rekolekcje – mówi Bernardo.
Kleryk zwraca uwagę na ciekawą różnicę w hierarchii świąt. W Angoli to Boże Narodzenie przyciąga większą uwagę wiernych i jest obchodzone z większym rozmachem niż Wielkanoc, która jest jednak okazją do rodzinnych spotkań. Co więcej, w Angoli nie spotkamy tradycji święcenia pokarmów, a Poniedziałek Wielkanocny jest tam normalnym dniem pracy.
Republika Środkowoafrykańska: Rodzina bez granic
Zupełnie inne spojrzenie na ten czas ma Zidane Elder Adriss kleryk V roku. W jego ojczyźnie akcent przesunięty jest na wymiar rodzinny, który w Afryce rozumiany jest znacznie szerzej niż w Europie.
– Dla mnie święta kojarzą się przede wszystkim z rodzinnymi spotkaniami. Zaczynamy w kościele od Triduum Paschalnego, a potem przechodzimy do świętowania w domach. W Polsce macie śniadanie wielkanocne i dekorowane jajka – u nas tego nie ma. Jest za to wspólny posiłek, przy którym gromadzi się cała rodzina, „tak po afrykańsku” – opisuje Zidane.
Rodzina w Republice Środkowoafrykańskiej to nie tylko rodzice i dzieci, ale cała sieć pokrewieństwa: babcie, ciocie i kuzyni. Zidane z sentymentem wspomina też tradycję, która wciąż żyje w wioskach – Pamiętam z dzieciństwa, że w drugi dzień świąt po mszy każda rodzina przynosiła ugotowane u siebie potrawy do kościoła. Siedzieliśmy wszyscy razem – parafianie, proboszcz, wikariusze – i jedliśmy wspólny posiłek. To była niesamowita okazja do spotkania. W stolicy to powoli zanika, ale na wsiach ta tradycja wciąż trwa– dodaje.
Polskie zaskoczenia i uniwersalność wiary
Pobyt w Kielcach przyniósł alumnom wiele nowych doświadczeń. Dla Zidane’a najbardziej poruszającym widokiem była Wielka Sobota i tłumy ludzi zmierzające do kościołów z wiklinowymi koszykami.
– Zaskoczył mnie ten „automatyzm” święcenia pokarmów. Robią to wszyscy, nawet osoby, które na co dzień nie deklarują się jako wierzące. Widzę w tym zwyczaju wielką nadzieję na nowy początek i odnowienie życia, które dzieje się nie tylko w sferze religijnej – dodaje Zidane.
Mimo różnic kulturowych, obaj alumni zgodnie podkreślają, że fundament pozostaje niezmienny.
– Fundamentem jest Zmartwychwstanie Jezusa. Różnice kulturowe nie mają tu znaczenia, bo one są tylko narzędziem do wyrażania wiary – podsumowuje Zidane.
– Ważne jest, by Chrystus prawdziwie zmartwychwstał w naszym sercu, niezależnie od tego, czy świętujemy w Polsce, czy w Angoli – puentuje Bernardo.
Niezależnie od szerokości geograficznej, Wielkanoc dowodzi powszechności Kościoła. Ostatecznie to nie potrawy, lecz wiara w Zmartwychwstałego gromadzi nas przy wspólnym stole.