Słuchaj nas: Kielce 107,9 FM | Busko-Zdrój 91,8 FM
Szukaj Facebook Twitter Youtube
Radio eM

MUZYKA

Coldplay - "Music of the Spheres"

poniedziałek, 18 października 2021 10:17 / Autor: Michał Sierlecki
Coldplay - "Music of the Spheres"
Coldplay - "Music of the Spheres"
Michał Sierlecki
Michał Sierlecki

To już dziewiąty studyjny album Coldplay. Przyzwyczaili słuchaczy do pewnego, dobrego i wysokiego poziomu muzycznego swoich utworów. Czy tak jest i tym razem? Mam mieszane uczucia.

Początki Coldplay to zachwyty recenzentów i spragnionych ciekawych brzmień słuchaczy, którzy w czasach, kiedy brakowało muzycznych objawień i rewolucji na miarę grunge’u w latach 90-tych ubiegłego wieku, potrzebowali choćby namiastki takich gigantów jak Queen, Pearl Jam, czy U2, a także melodyjnych, chwytliwych piosenek, które jednocześnie nie ocierałyby się o banał.

I znaleźli w muzyce Coldplay swoją przystań. Trudno odmówić dziś albumom „Parachutes”, „A Rush of Blood to the Head”, czy „X&Y” świeżości, czy polotu. Znakomity głos Chrisa Martina, świetne teksty i melodie to znaki rozpoznawcze tych dzieł.

Kolejne wydawnictwa również cieszyły się uznaniem krytyków i zachwyconych słuchaczy. Zespół zarabiał krocie na dużych trasach koncertowych, a miejsca na stadionach wypełniały tłumy ludzi. Były to zresztą widowiska na najwyższym, światowym poziomie, nie odbiegające od tego, co prezentowali na scenie Stonesi, czy U2.

Apogeum ich twórczości wydaje się zatem przedostatni krążek „A Head Full of Dreams”, który w odróżnieniu od poprzedników zdradzał już bardzo komercyjny charakter i ewidentne sympatie wokalisty w kierunku niezobowiązującego, aczkolwiek wciąż ambitnego brzmienia muzyki pop. Końcówka tamtej płyty to jednak solidna ballada "Up&Up" ze świetną gitarą byłego członka legendy brytyjskiej sceny Oasis, Noela Gallagher’a.

„Music of the Spheres” może być traktowana jako kontynuacja poprzedniego albumu „Everyday Life”. Dużo tu muzycznych eksperymentów, jak choćby zwielokrotniony efekt wokalu w nagraniu zaśpiewanym a capella. Są przebojowe tematy „Higher Power”, czy „My Universe”. Mnie jednak nie przekonują kolaboracje z Seleną Gomez, czy BTS. Tęsknię za starym, gitarowym Coldplay, gdzie słychać czasem tylko głos Chrisa i jeden, towarzyszący mu instrument, albo solidny rock z czystą, pięknie brzmiącą perkusją i linią basu. Niekoniecznie zatem spieszno mi do beat-ów i loop-ów, które wygenerował komputer i stanowią tło dla wokalu Martina. Ginie wówczas zupełnie charakter zespołu. Może to ukłon w stronę młodszych odbiorców?

Na szczęście nie dzieje się tak zbyt często, a całość ratuje koniec albumu i znakomite, długie „Coloratura” z cudownym, gitarowym solo i partiami smyczkowymi. Już dziś wiadomo także, że Coldplay zagra w Polsce 8 lipca 2022 r. Koncert odbędzie się na PGE Narodowym w Warszawie. Takie np. „Humankind” aż się prosi o stadionowe wykonanie, gdzie wszyscy jednym głosem wykrzyczą z Chrisem refren „I know, I know, I know…”. Mimo słabych punktów, ten album ze względu na produkcję i kilka doskonałych dźwięków i tak warto mieć w swojej kolekcji. W końcu to jednak Coldplay. A ta nazwa, choćby ze względu na wcześniejsze dokonania, zobowiązuje.

 

 Wydawca: Parlophone

Nowy numer!

Zapraszamy do nas

TWÓJ NEWS
POSŁUCHAJ
WIDEO