PUBLICYSTYKA
Niech żyje bal
Władze Radomia wpadły, drodzy Państwo, na rewolucyjny pomysł: okrągłą, 50. rocznicę buntu robotników w czerwcu 1976 roku zainaugurował tam… wielki bal o nazwie: „Potańcówka w klimacie PRL”. Och, gdybyście mogli Państwo zobaczyć te szczęśliwe roztańczone twarze, nadstawiające się do selfie! Tę radosną beztroskę! Tę scenografię sali balowej pełnej balonów, serpentyn, dyskotekowych lustrzanych kul! Te suto zastawione stoły! Coś cudownego!
Władze Radomia wpadły, drodzy Państwo, na rewolucyjny pomysł: okrągłą, 50. rocznicę buntu robotników w czerwcu 1976 roku zainaugurował tam… wielki bal o nazwie: „Potańcówka w klimacie PRL”. Och, gdybyście mogli Państwo zobaczyć te szczęśliwe roztańczone twarze, nadstawiające się do selfie! Tę radosną beztroskę! Tę scenografię sali balowej pełnej balonów, serpentyn, dyskotekowych lustrzanych kul! Te suto zastawione stoły! Coś cudownego!
Mam nadzieję, że zaproszono też ofiary Radomskiego Czerwca? Na przykład tych, których milicjanci bezlitośnie pałowali na osławionych ścieżkach zdrowia? Albo tych, co stracili pracę w wyniku represji? Nie mówiąc o rodzinach Jana Łabędzkiego oraz Tadeusza Ząbka, którzy zginęli podczas demonstracji. Albo księdza Romana Kotlarza, który zmarł nieco później w wyniku pobicia przez esbeków. Jeśli nie, to nic straconego! Do czerwca jeszcze kawał czasu! Może radomski magistrat zorganizuje teraz jakąś dyskotekę upamiętniającą z ich udziałem? A może rozciągniemy ten pomysł na inne tragiczne, polskie rocznice?
Na przykład Poznański Czerwiec ’56. Robotnicy wyszli wtedy na ulice, a wojsko strzelało bez opamiętania. Huk strzałów niósł się po mieście, trup słał się gęsto. Więc może silent disco na rynku?
Marzec ’68 można uczcić rajdem wędrownym z walizkami. Ówczesna antysemicka nagonka i przymusowa emigracja tysięcy obywateli to przecież idealna okazja do organizacji takiej imprezy, zakończonej degustacją specjałów kuchni żydowskiej.
Grudzień ’70? Zastrzeleni stoczniowcy, krew na ulicach Gdańska i Gdyni. To aż się prosi o pokaz fajerwerków. W końcu też huk, granaty dymne i tak dalej. I reflektory w niebo. Dzieci będą zachwycone.
Stan wojenny i internowania? – Escape room „Wyjście na wolność”: 13 grudnia władze zapraszają mieszkańców miast na interaktywną grę miejską. Uczestnicy trafiają do stylizowanych cel, dostają regulamin i zadania logiczne. Kto szybciej rozwiąże - „wyjdzie” i wygrywa nagrodę.
Kopalnia „Wujek”? Dziewięciu zabitych górników. Zróbmy rodzinny piknik edukacyjny i grę terenową „ZOMO kontra górnicy”, dmuchańce, quiz wiedzy. I tak dalej.
Brzmi makabrycznie? A bal z okazji czerwca ’76 to nie brzmi makabrycznie?!
To jak postanowiono obchodzić ową rocznicę nie dotyczy polityki. To dotyczy elementarnej normy cywilizacyjnej. Zasady, którą Europa zna od Antygony: są miejsca i chwile, wobec których obowiązuje zakaz rozrywki. Nie dlatego, że ktoś tak ustalił. Dlatego, że tak działa przyzwoitość. Europejska tożsamość — od Greków, przez chrześcijaństwo, aż po nowoczesność — opiera się na cichym, ale żelaznym założeniu: nie wszystko wolno wszędzie.
Są daty, które wymagają ciszy. Są tragedie, które wymagają postawy stojącej, a nie tanecznej, w rytmie muzyki. Jeżeli ktoś tego nie rozumie, to dlatego, że utracił kod kulturowy i instynkt przyzwoitości. I jeszcze jedno, najważniejsze: takie barbarzyństwo kulturowe zawsze przychodzi uśmiechnięte. Z hasłem „otwartości”, „nowej formy”, „innego spojrzenia”. Bawmy się, a nie rozpaczajmy. No pewnie. Niech żyje bal! Choćby na grobach.





