PUBLICYSTYKA
Prof. Urszula Oettingen: Powstanie Styczniowe było walką o niepodległą Polskę
Rozmowa z prof. Urszulą Oettingen, historykiem, wykładowcą Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach.
Kolejna rocznica, już 163. skłania nas do refleksji na temat Powstania Styczniowego. Wiele działań zbrojnych w latach 1863-1864 prowadzonych było na terenie Kielecczyzny.
Działania zbrojne prowadzone były na terenie Królestwa Polskiego, na terenie obecnej Litwy i Białorusi. Wybuch powstania poprzedziło szereg wydarzeń o charakterze społeczno-patriotycznym i politycznym. Były to przede wszystkim manifestacje patriotyczne w wielu miastach. Mówimy o tych manifestacjach, które miały miejsce w Warszawie w lutym, kwietniu 1861 roku. Było to olbrzymie poruszenie społeczne. Za nią poszły inne manifestacje m.in. w Kielcach, na Świętym Krzyżu, w Suchedniowie, Kunowie. Jesienią 1861 roku car wprowadził stan wojenny.
Politycznie warto wspomnieć, że były trzy obozy. Obóz białych, który chciał, aby odzyskanie niepodległości Polski obyło się drogą reform; obóz czerwonych - drogą walki zbrojnej i trzeci obóz związany z hrabią Aleksandrem Wielopolskim, opierał się na ściślejszej współpracy z Rosją i uzyskaniem, jak największej autonomii Królestwa Polskiego w ramach Cesarstwa Rosyjskiego. Bezpośrednią przyczyną wybuchu powstania była tzw. branka. W nocy z 14 na 15 stycznia przeprowadzono brankę do wojska rosyjskiego. Ostatecznie 22 stycznia 1863 roku wybuchło powstanie. Został ogłoszony manifest Rządu Narodowego, który wzywał Polaków do udziału w powstaniu.
Jak wyglądał wybuch powstania na Kielecczyźnie?
Planowano atak na garnizony rosyjskie w ośmiu miejscowościach. Niestety atak powiódł się tylko w trzech: w Jedlni, Szydłowcu i Bodzentynie. W ataku na Szydłowiec, w którym uczestniczył sam Marian Langiewicz nie uzyskano zadowalających rezultatów. Tak samo w Bodzentynie powstańcy musieli się wycofać. W tym samym czasie miał się też odbyć atak na garnizon rosyjski w Kielcach. Kierował nim Apolinary Kurowski. Atak nie powiódł się. Marian Langiewicz zaczął organizować powstańcze wojsko w Wąchocku.
Republika Wąchocka to był zalążek wolnej Polski.
Tak. Tymczasowy Rząd Narodowy w Warszawie, chciał aby tutaj Marian Langiewicz ogłosił przesłanie do Polaków i ujawnił się powstańczy Rząd Narodowy. Niestety tak się nie stało, ale w Wąchocku zgromadziło się około 1500 żołnierzy. Oddział podzielono na cztery bataliony na czele, których stali Dionizy Czachowski, Ignacy Dawidowicz, Bernard Klimaszewski z Suchedniowa, który był dyrektorem fabryki żelaznej.
Republika Wąchocka przestała istnieć 2 lutego 1863 roku. Wojska rosyjskie zaatakowały Suchedniów, który został spalony. Tak samo cześć Bodzentyna została spalona. Walki toczyły się pod Suchedniowem, Bodzentynem, ale bez większego powodzenia. Langiewicz wycofał się pod Święty Krzyż, gdzie rozbił obóz.
Więcej o walkach Powstania Styczniowego opowiemy w audycji: "Historia na fali" w czwartek 22 stycznia, o godz. 20 w Radiu eM.





