W sobotę (25 kwietnia) Korona Kielce zremisowała 1:1 z GKS-em Katowice w domowym spotkaniu 30. kolejki PKO BP Ekstraklasy.

Nieobecnymi w kadrze meczowej Złocisto-Krwistych byli Tamar Svetlin, który odbywał zawieszenie za cztery żółte kartki oraz Antonin.
Początek starcia był bardzo spokojny. Pierwsza, groźniejsza sytuacja miała miejsce w 11. minucie. Gospodarze przeprowadzili szybką, składną akcję. Xavier Dziekoński krótko podał do Marcela Pięczka, który od razu zagrał na lewą stronę do Konrada Matuszewskiego. 24-letni wahadłowy zagrał długą piłkę do wychodzącego Mariusza Stępińskiego. 30-letni napastnik wykonał rajd pod linię końcową i wycofał futbolówkę do wbiegającego w pole karne Dawida Błanika. Kapitan Korony oddał strzał z pierwszej piłki, lecz trafił tylko w boczną siatkę.
Kolejna okazja dla Koroniarzy nastąpiła blisko kwadrans później. Ustawiony w okolicach linii środkowej Simon Gustafson wykonał długie, górne podanie do Mariusza Stępińskiego, który znajdował się tuż przed polem karnym. Wychowanek Piasta Błaszki zgrał futbolówkę do Wiktora Długosza, który uderzył z pierwszej piłki, lecz jego strzał był jednak zbyt czytelny, aby mógł zaskoczyć Dawida Kudłę.
Goście ciągle napierali na kielczan, lecz przez długi czas brakowało im konkretów. Te nadeszły w 34. minucie spotkania. Grę od autu długim wyrzutem w pole karne wznowił Erik Jirka. Piłkę głową uderzył Arkadiusz Jędrych, lecz została ona zablokowana przez jego kolegę z zespołu – Mariusa Olsena. Jednakże kapitan GieKSy był w stanie ponownie oddać strzał, tym razem z półwoleja. Tę próbę obronił Xavier Dziekoński, lecz w obliczu dobitki był bezradny, przez co katowiczanie prowadzili 1:0.
Kielczanie próbowali doprowadzić do remisu jeszcze przed przerwą. Marcel Pięczek bardzo dobrze dośrodkował na pole karne, lecz niestety główka Huberta Zwoźnego przeleciała obok słupka.
W pierwszych minutach drugiej połowy Koroniarze dominowali na murawie. Bramka wyrównująca mogła paść już w 49. minucie. Błanik poszedł do rzutu rożnego i dośrodkował na pole karne. Bartłomiej Smolarczyk główkował, a jego próbę próbował dobić Pięczek, lecz wychowanek Startu Łódź nie zdążył dobiec do piłki.
Katowiczanie nie pozostali jednak bierni i chcieli podwyższyć wynik. Marcin Wasielewski samotnie przeprowadził rajd i zacentrował w głąb szesnastki. Piłkę zablokował Pau Resta, jednakże Hubert Zwoźny z niewytłumaczalnych powodów nie wybił jej, lecz próbował ją wyprowadzić z własnego pola karnego, przez co pozwolił Bartoszowi Nowakowi na odbiór i strzał na bramkę. Na szczęście nie był on groźny i nie sprawił problemów Xavierowi Dziekońskiemu.
Kilkadziesiąt sekund później 28-letni skrzydłowy spróbował swoich sił po raz kolejny, lecz i tym razem lepszy okazał się Dziekoński.
W 66. minucie Exbud Arena wybuchła radością po wyrównującym golu Korony. Dawid Błanik ustawił piłkę ok. 30 metrów od bramki rywala i bardzo dobrze dośrodkował z rzutu wolnego, lekko przeciągając kopnięcie. Piłkę perfekcyjnie znalazł Marcel Pięczek i pewnie uderzył na dalszy słupek, pokonując Dawida Kudłę.
W kolejnych minutach Złocisto-Krwiści próbowali pójść za ciosem i wyjść na prowadzenie. Stjepan Davidović pięknie minął dwóch rywali, wyprowadzając piłkę, i podał do wbiegającego w pole karne Wiktora Długosza. Wychowanek Korony wycofał futbolówkę na 17. metr do Martina Remacle’a, który oddał strzał, lecz był on zdecydowanie za mocny i wylądował w siatce oddzielającej murawę od trybun.
W ostatnim kwadransie gry nie działo się za wiele. Na jego początku Mateusz Wdowiak próbował pokonać Dziekońskiego po strzale z 11. metra, lecz golkiper gospodarzy dobrze interweniował. Dziesięć minut później Vladimir Nikolov płasko podał do stojącego w polu karnym Davidovicia, lecz jego strzał wylądował w bocznej siatce.
Zdecydowanie najlepsza okazja kielczan do przechylenia szali zwycięstwa na swoją korzyść nastąpiła w doliczonym czasie gry. Marcel Pięczek wykonał górne podanie, które do wychodzącego Marcina Cebuli przedłużył Nikolov. 30-latek wyszedł do sytuacji sam na sam z Kudłą, natomiast zbyt mocno wypuścił sobie piłkę, a bramkarz GieKSiarzy dobrze skrócił kąt strzału, przez co skutecznie interweniował, ratując jeden punkt.
Tak spotkanie podsumował trener Korony – Jacek Zieliński:
- Nie wiem, jak ocenić ten mecz i jeden punkt. Nie wiem, czy go zdobyliśmy, czy straciliśmy dwa, ale jak się goni wynik i się wyrywa remis, to jest to zdobycz, natomiast liczyliśmy na więcej. Pierwsza połowa miała wyglądać trochę inaczej, daliśmy rywalom za dużo przestrzeni przy stałych fragmentach gry, wiedząc, że GKS jest bardzo groźny w tym aspekcie. To boli najbardziej, gdy tracisz taką bramkę. W piątek kolejny mecz u siebie i nie będzie w nim półśrodków. Trzeba zacząć wygrywać.
65-latek odniósł się do stylu ofensywnego Korony, który opierał się w głównej mierze na zagrywaniu długich podań do Mariusza Stępińskiego:
- Nie tak to miało wyglądać. W pewnych momentach to się wymykało spod kontroli i te piłki szły na Mariusza nawet w sytuacjach, w których nie było to potrzebne i dlatego mieliśmy o to dużo pretensji do chłopaków, szczególnie w pierwszej połowie, bo mieliśmy grać inaczej, wykorzystywać boki, a były one mało aktywne, gdzie Mariusz nie miał szans w pojedynkach fizycznych z Jędrychem.
Doświadczony szkoleniowiec nie chciał jednak dokładnie wskazywać problemu na gorąco tuż po meczu:
- Nie powiem teraz, co było problemem, bo trzeba to przeanalizować na spokojnie, żeby móc się wypowiadać na ten temat. Mieliśmy problem, bo nie organizowaliśmy sobie gry tak, jak chcieliśmy, dlatego pomimo posiadania piłki te boki niewiele nam dały. Późniejsze cofnięcie Wiktora na wahadło rozkręciło trochę tę prawą stronę, natomiast Stjepan dał od siebie trochę za mało jakości w sytuacjach jeden na jeden, bo bardzo liczyłem, że przy tej grze będzie miejsce dla niego, ale niestety nie udało się. Musieliśmy się posiłkować stałymi fragmentami gry, bo w tym jesteśmy bardzo groźni. Szkoda, że tylko jedna sytuacja zakończyła się bramką.
- Brakowało kontr, ale GKS nie grał wysoko, więc musieliśmy się liczyć, że staną głęboko w obronie. Co prawda, nie strzelili szybko bramki, ale dzięki niej mogli opierać grę na tym, co lubią najbardziej, czyli kontrze i fazie przejściowej. Nie było miejsca na to, aby Długosz czy Błanik mogli się rozpędzić. Były dwie takie akcje w pierwszej połowie, ale bez finalizacji. Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że jak nie trafimy ich szybko i przebieg wydarzeń nie ułoży się pod nas, to będzie ciężko o wykorzystanie naszych atutów, więc podejrzewam, że z tego wynikał brak szybkiej gry. – dodał Zieliński.
Opiekun Koroniarzy odniósł się także do zmian w wyjściowej jedenastce, których dokonał na to starcie. Przypomnijmy, że do pierwszego składu powrócili Bartłomiej Smolarczyk i Hubert Zwoźny:
- Jest to efekt zarówno dobrej pracy na treningu, jak i planu na mecz, bo chcieliśmy, żeby Wiktor Długosz zagrał trochę wyżej. Wyglądało to różnie w pierwszej połowie, więc zmieniliśmy to, natomiast Bartek dawał pozytywne sygnały. Dzisiaj wszedł, bo był nam potrzebny taki zawodnik, który ma lepsze wyprowadzenie piłki od tyłu, i w wielu wypadkach robił to dobrze. Uważam jego występ za naprawdę udany.
Korona Kielce zajmuje obecnie dziesiąte miejsce w ligowej tabeli z dorobkiem 38 punktów. Złocisto-Krwiści rozegrają następne spotkanie w piątek, 1 maja, o godzinie 17:30. Ich rywalem na Exbud Arenie będzie Piast Gliwice. Transmisja w Radiu eM Kielce i na emkielce.pl
Korona Kielce - GKS Katowice 1:1 (0:1)
Bramki: Pięczek 66’ - Jędrych 35’
Żółte kartki: Długosz 86’, Cebula 90+3’
Korona: Dziekoński - Smolarczyk, Resta, Pięczek - Zwoźny (Davidović 58’), Remacle, Gustafson (Nono 87’), Matuszewski - Długosz, Błanik (Cebula 87’) - Stępiński (Nikolov 80’)
GKS: Kudła - Czerwiński, Jędrych, Olsen (Wędrychowski 77’) - Jirka, Rasak (Błąd 77’), Milewski, Wasielewski - Marković (Wdowiak 65’ (Kuusk 90’)), Nowak - Shkurin (Kokosiński 77’)
Sędzia: Bartosz Frankowski (Toruń)