W piątek, 1 maja, Korona Kielce zremisowała 1:1 z Piastem Gliwice w domowym spotkaniu 31. kolejki PKO BP Ekstraklasy.
Trener Jacek Zieliński miał do dyspozycji kompletną kadrę. Do składu powrócili Tamar Svetlin, który odbywał karę zawieszenia za cztery żółte karki, oraz Antonin, który wrócił po przymusowej przerwie związanej ze sprawami rodzinnymi.
Gospodarze skonstruowali ciekawą akcję już w pierwszych sekundach meczu. Bartłomiej Smolarczyk przejął wykop Dominika Holca i podał do Mariusza Stępińskiego. 30-latek przeniósł ciężar gry bliżej lewej strony do Dawida Błanika. Skrzydłowy wykorzystał nieuważność Filipa Borowskiego i wykonał rajd w pole karne, jednakże wbiegając w szesnastkę, nie opanował piłki, przez co akcja spaliła na panewce.
Gol dla kielczan mógł paść już w dziewiątej minucie. Błanik bardzo dobrze dośrodkował z rzutu rożnego. Futbolówkę fantastycznie odnalazł Stępiński, lecz jego uderzenie głową trafiło w spojenie bramki.
Kilka minut później Koroniarze pogrozili Piastunkom po raz drugi. Marcel Pięczek zagrał górną piłkę w szesnastkę. Ponownie główkował Stępiński, lecz tym razem jego próbę sparował Holec, a ryzyko ostatecznie zażegnał Leandro Sanca.
Piast nie pozostał jednak dłużny, gdyż w 20. minucie goście wykreowali najgroźniejszą sytuację w pierwszej części spotkania. Grzegorz Tomasiewicz wykonał dobre, długie podanie na dobieg do Quentina Boisgarda. Francuz bardzo dobrze przyjął piłkę i ruszył w kierunku pola karnego. Jednakże jego strzał okazał się zbyt słaby, by móc zagrozić gospodarzom, a dodatkowo Dziekoński wraz z Pięczkiem dobrze skrócili kąt uderzenia.
5 minut później Korona miała kolejną dobrą okazję do strzelenia bramki. Golkiper Piasta źle wybił piłkę, a ta trafiła pod nogi Stępińskiego. Napastnik nie był jednak jej w stanie przyjąć i trafiła pod nogi Remacle’a. Jednakże Belg zbyt długo zwlekał z podaniem, decydując się na strzał, który został obroniony bez większych problemów. Do przerwy nie było już większych oraz groźniejszych akcji.
Po przerwie gliwiczanie zaczęli pełniej pokazywać swoje walory ofensywnie. W 49. minucie Patryk Dziczek wrzucił na pole karne z autu. Piłkę wybił Resta, lecz stojący na 20. metrze Tomasiewicz zgrał ją do Lokilo. Belg oddał mocny strzał, a rykoszet sprawił, że trafił w słupek.
Kilkadziesiąt sekund później w słupek trafił także inny Belg. Był to Martin Remacle, który chciał indywidualnie wykorzystać dobry odbiór piłki Marcela Pięczka. Pomocnik zszedł do lewej strony boiska, pokonał kilkanaście metrów i mocno uderzył z 13 metrów.
Niestety chwilę później to goście cieszyli się ze strzelonej bramki. Futbolówka wrzucona z autu przez Dziczka trafiła w pole karne Korony. Kilka sekund gry w “piłka parzy” i ostatecznie Tomasiewicz zgrywa ją głową do niepilnowanego Juande Rivasa. Hiszpan miał dostatecznie dużo czasu na dobre przyjęcie, zmianę nogi oraz pewne uderzenie, którym pokonał Dziekońskiego.
Na szczęście, Złocisto-Krwiści zareagowali na utratę gola w najlepszy możliwy sposób i bardzo szybko odpowiedzieli. Po dłuższym rozegraniu akcji przeniesiono jej ciężar na prawą stronę do Wiktora Długosza. Wychowanek Korony bardzo dobrze zacentrował, a Dawid Błanik znalazł się w idealnym miejscu. 28-latek oddał bardzo dobry strzał głową, nie dając bramkarzowi rywali szans na interwencję.
Blisko kwadrans później w polu karnym gospodarzy zrobiło się bardzo gorąco. Jason Lokilo dośrodkował z rzutu rożnego, a German Barkovskiy dobrze przedłużył zagranie. Trafiło ono do Patryka Dziczka, który mocno uderzył na bramkę. Koronę uratował jedynie Marcel Pięczek, który wybił piłkę z linii bramkowej, dzięki czemu można było zażegnać zagrożenie. Chwilę później Boisgard popisał się fantastycznym strzałem z dystansu, lecz trafił tylko w poprzeczkę.
W końcówce kielczanie usilnie próbowali zdobyć bramkę na wagę trzech punktów. W 89. minucie Długosz wykonał długi rajd i wbiegł w pole karne. Jego dogranie w głąb szesnastki na strzał zamienił Smolarczyk, lecz bramkarz gości interweniował. Następnie dobitki próbował Antonin, jednakże i tym razem górą był Holec.
Najwięcej kontrowersji przyniosła jednak akcja z doliczonego czasu gry. Dziekoński obronił sytuację sam na sam z Barkovskiym i wybił piłkę do przodu. Po intensywnej walce zgarnął ją Nono, który praktycznie od razu zagrał długą piłkę na dobieg do Antonina. Hiszpan wykorzystał swoje imponujące warunki biegowe i wygrał pojedynek z Rivasem, mijając go po lekkiej walce wręcz. Gdy skrzydłowy wszedł już w pole karne i był gotowy do wystawienia piłki na pustą bramkę, arbiter Patryk Gryckiewicz odgwizdał co najmniej nietypowy faul na defensorze Piasta.
Trener Jacek Zieliński wybuchł wówczas furią i rzucił butelką z wodą o murawę, za co został ukarany czerwonym kartonikiem.
Po końcowym gwizdku temperatura nie spadła, gdyż piłkarze po podejściu pod młyn musieli wysłuchać “rozmowy wychowawczej” od najzagorzalszych fanatyków Złocisto-Krwistych.
Opiekun kielczan nie krył swojej wielkiej złości na pomeczowej konferencji prasowej:
- Znowu punkt, znowu remis, którego wagę poznamy dopiero w późniejszym czasie, ale sytuacja zaczyna się robić skomplikowana. Jednakże wbrew temu, co się dzieje, bo nie chcę poruszać pewnych rzeczy, które wydarzyły się po meczu, ponieważ to jest skandal i coś, co nie powinno mieć miejsca. Natomiast najwyraźniej tak to bywa. Nigdy nie powiem o swoim zespole, że nie walczy na boisku, a słyszałem takie głosy. To jest kompletna bzdura, bo trzeba ich docenić za to, ile zdrowia dzisiaj zostawili na murawie. Oczywiście, piłkarsko bywa różnie – jest lepiej, jest gorzej, natomiast nie można im odmówić braku zaangażowania. Od tego nakręca się spirala nienawiści, która kończy się tak, jak to się skończyło po dzisiejszym meczu. Szkoda, że doświadczyliśmy tego dzisiaj. Rozumiem, gdyby to miało miejsce po porażce 0:5. Wówczas kibice mogą mieć pretensje i przeprowadzać takie pogadanki, ale po takim meczu?
65-latek odniósł się także do wątpliwej decyzji sędziego z doliczonego czasu gry:
- Po prostu nie wytrzymałem, ale nie zareagowałem gwałtownie w kierunku decyzji sędziego o faulu, tylko dlatego, że powinien tę sytuację puścić i spokojnie obejrzeć na monitorze. Jeśli VAR by to ocenił normalnie, to bym to zrozumiał. W takim wypadku pytam się, po co w takim razie mamy tę wideoweryfikację? Nic nie powiedziałem arbitrowi, rzuciłem butelką z wodą o ziemię.
Korona Kielce zajmuje obecnie dziesiąte miejsce w ligowej tabeli z dorobkiem 39 punktów. Złocisto-Krwiści rozegrają swój następny mecz w piątek, 8 maja, o godzinie 18. Ich rywalem na wyjeździe będzie Raków Częstochowa. Transmisja w Radiu eM Kielce i na emkielce.pl.