Reklama Patronat Koncert życzeń Kontakt
Słuchaj nas: Kielce 107,9 FM | Busko-Zdrój 91,8 FM | Święty Krzyż 91,3 FM | Włoszczowa 94,4 FM
Tryb Ciemny
eM Radio
WŁĄCZ RADIO
OTWÓRZ NA TELEFONIE
Kod QR
Kto z nas zdziera skórę?
Maciej
2013 września 12, 09:02

Za żywność płacimy z miesiąca na miesiąc więcej. Czy to rolnicy skubią nas po kieszeni i żądają za swą pracę coraz więcej? Skądże. Rolnikom żyje się kiepsko. Środki ochrony roślin oraz paliwo drożeją, a ceny skupu - na przykład zboża - są o połowę niższe, niż rok temu! Kto więc drenuje nam portfele?

Rolnicy zajmujący się w województwie świętokrzyskim uprawą zbóż, w tym roku z pewnością nie zarobią. Głównie za sprawą katastrofalnie niskich cen skupu, które są nawet o 50 proc. niższe niż w roku poprzednim. Co ciekawe, pieczywo nieustannie… drożeje. Tak, jak inne produkty wytworzone przez prawie co trzeciego mieszkańca naszego regionu, żyjącego z uprawy roli. Ostatnio wzrosły też ceny warzyw, wyrobów mleczarskich oraz mięsa.

Daleka droga do sklepu

– Weźmy chleb ważący około 60 deka. Jego cena waha się w granicach 2-3 złotych. Koszt głównego surowca pieczywa wynosi zaledwie około 15 procent. Pozostała kwota nie ma nic wspólnego z rolnictwem. Konsument płaci za taki bochenek i myśli, że gros pieniędzy trafia do kieszeni rolnika. Rzeczywistość jest niestety inna – komentuje Ryszard Ciźla, prezes Świętokrzyskiej Izby Rolniczej. Co się dzieje z resztą pieniędzy? Jak mówi prezes ŚIR, od mąki do chleba daleka droga. Wielka ilość pośredników,  podatki, marże handlowe nakładane od  piekarni, po sklep – to wszystko sprawia, że ostateczna cena za bochenek rośnie niczym drożdże.  

– Możemy mówić o zmowie pośredników, którzy kształtują cenę. Jest ich niewielu na naszym rynku, brakuje konkurencji, dlatego też mogą swobodnie dyktować warunki. To jest sprawa dla Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów – twierdzi Waldemar Bartosz, przewodniczący „Solidarności” w województwie świętokrzyskim. Ale to dopiero początek piramidalnego problemu, ponieważ głośno mówi się o spekulacji, w wyniku której ostateczna cena towaru może być wyższa od pierwotnej o nawet 400 procent!

– Wszyscy doskonale wiemy, że ten proceder kwitnie w najlepsze. Im mocniejsze są międzynarodowe korporacje, tym łatwiej to robić. Wystarczy, że o tydzień opóźniony zostanie skup owoców miękkich. Ze względu na nietrwałość towaru producenci dostają białej gorączki, natomiast kupcy zwlekają. Oni już wcześniej zabezpieczyli się, nabywając pierwszą partię towaru za granicą, więc mogą regulować ceny. Rolnicy nie mają wyboru, sprzedać muszą – wyjaśnia Ciźla. 

– Na miejsce otwieranych jakiś czas temu spółdzielni natychmiast zjawili się spekulujący pośrednicy, którzy są przekleństwem i gangreną w takim kraju jak Polska. Robią to w białych rękawiczkach i jedwabnych krawatach, nie brudząc się przy produkcji. Nam dają grosze, sami natomiast opływają w zyski – żali się jeden z rolników.

„Rolnik w Polsce jest przestępcą”

Bogacą się ogromni potentaci, traci… społeczeństwo. – Haracz płaci konsument – twierdzi prezes Ciźla. 

Czy jest sposób na zmianę tej sytuacji? Zdaniem ekspertów tak, ale potrzebne są ku temu podstawy prawne. – Od dawna domagamy się umożliwienia sprzedaży bezpośredniej produktów przetworzonych przez gospodarstwa rolne. Niestety, u nas nie ma takiej możliwości. Jeżeli rolnik chciałby to robić, musiałby przekształcić się w spółkę i poddać procedurze, której podlegają wielkie firmy – wyjaśnia Ryszard Ciźla.

„W Unii Europejskiej jedynie polski rolnik jest przestępcą we własnym kraju” – pisze na swoim blogu Piotr Solis, ekonomista z Olsztyna. –„W cywilizowanych krajach (…) może przetworzyć swoją produkcję i legalnie sprzedać bez pośredników. Polski rolnik musi dostarczyć swoją produkcję pośrednikom/przetwórcom, a ci – nie bójmy użyć właściwego słowa – mają prawo ukraść całe jego zyski. Francuski rolnik może sprzedać swe produkty, nawet w paryskim metrze, o parkingach nie wspominając. To samo Niemcy, Szwedzi i wszystkie inne nacje, z Rumunią włącznie. Rolnicy z tych krajów mogą sprzedawać produkty nieprzetworzone, jak i przetworzone. Niechby tylko polski rolnik spróbował coś w ten sam sposób sprzedać! Natychmiast jest zakuwany w dyby, towar jest konfiskowany i otrzymuje on horrendalnie wysoki mandat”.

W opinii prezesa Świętokrzyskiej Izby Rolniczej, by zmienić tę chorą sytuację, trzeba naciskać na międzynarodowe korporacje. – Oczywiście, sprzedaż bezpośrednia nie zastąpi  hipermarketów, ale  jej umożliwienie byłoby dobrą alternatywą. Niestety, przeforsowanie tych rozwiązań jest niezwykle trudne – mówi.

Producenci, łączcie się!

– Współczesnym problemem rolników jest brak stabilności cenowej – uważa Adam Jarubas, marszałek województwa świętokrzyskiego. Podaje przykład:  w zeszłym za kilogram ziemniaków w skupie rolnik dostawał około 15 groszy. W tym – nawet złotówkę. Dlaczego? – Dobra cena danej uprawy w jednym roku powoduje, że wszyscy przenoszą się na nią w następnym. To uruchamia rynkową nadpodaż, w efekcie dramatyczną drożyznę. Możliwe, że przy niskiej kwocie za zboże rolnicy je zatrzymają, zakupią tuczniki, przez co mniej zapłacimy za wieprzowinę. Ważne jest, żeby przy wsparciu rządu tworzyć zrzeszenia producenckie. To się dzieje. 

***

Konfitur y, wyroby domowe, masełko – każdy chciałby mieć dostęp do produktów najwyższej jakości i najlepiej prosto od rolnika. Bez przepłacania. Dopóki jednak pośrednicy będą dyktowali nam ceny i kwitła spekulacja – nic z tego nie wyjdzie. Pozostaje mieć nadzieję na to że w przyszłości  rolnik -  tak jak jego kolega z Włoch, Francji czy Danii - będzie mógł nam legalnie sprzedać to, co sam wytworzył. 

Maciej Urban

CZYTAJ DALEJ