W czwartek (2 kwietnia) Industria Kielce przegrała na wyjeździe 26:23 (11:11) z OTP Bank-Pickiem Szeged w pierwszych z dwóch spotkań fazy play-off Ligi Mistrzów EHF.
W składzie Żółto-Biało-Niebieskich na to spotkanie zabrakło Alexa Dujszebajewa oraz Bekira Cordaliji. Hiszpański rozgrywający nadal leczy uraz mięśnia dwugłowego uda, którego doznał w lutowym meczu z Fuechse Berlin, a Bośniak nie zmieścił się w meczowej szesnastce.
Industria dobrze weszła w mecz. W pierwszej akcji defensywnej rzut Janusa Smarasona odbił Klemen Ferlin, a w pierwszej akcji ofensywnej mocno trafił Daniel Dujszebajew. Pierwsze kilka minut toczyło się punkt za punkt. Jednakże w piątej minucie spotkania kielczanie nie wykorzystali gry w przewadze, ponieważ najpierw Roland Mikler odbił rzut Daniela Dujszebajewa, a następnie Szymon Sićko nie trafił do pustej bramki z własnej połowy.
W siódmej minucie spotkania wicemistrzowie Węgier wyszli na dwubramkowe prowadzenie dzięki wykorzystanemu rzutowi karnemu Mario Sostaricia (6:4). Minutę później Iskra mogła wyrównać stan rywalizacji. Szymon Sićko przejął piłkę na własnej części boiska, lecz Monar z Karaliokiem źle wyprowadzili kontrę, co ułatwiło zadanie Miklerowi.
Pomiędzy 12. a 18. minutą obie drużyny mogły narzekać na nieskuteczność, natomiast trzeba zaznaczyć, że przyczyną takiego stanu rzeczy była dobra dyspozycja golkiperów w obu bramkach oraz bloków defensywnych obu drużyn. Pomimo tego, Industria wyrównała stan rywalizacji w 14. minucie dzięki bramce Jorge Maquedy, a gra ponownie toczyła się na przewagi (6:6).
W 25. minucie segedyńczycy ponownie stworzyli sobie dwupunktową zaliczkę dzięki fantastycznie broniącemu Rolandowi Miklerowi oraz trafieniu Lazara Kukicia (10:8). Jednakże w kolejnych akcjach po stronie gospodarzy pojawiło się dużo niedokładności, które kielczanie starali się wykorzystywać, dzięki czemu w 29. minucie Dylan Nahi doprowadził do remisu po 10.
Na 35 sekund przed ostatnią syreną w pierwszej połowie cudowną bramką popisał się Jorge Maqueda, czym samym ustalił wynik do przerwy, który wynosił 11:11.
Druga połowa nie rozpoczęła się najlepiej dla kielczan. W pierwszej akcji rzut Szymona Sićki obronił Roland Mikler, a kilkanaście sekund później karę dwóch minut otrzymał Michał Olejniczak. Jednakże próbę Sostarcia obronił Klemen Ferlin i nadal był remis po 11.
Pierwszą bramkę po przerwie zdobył Mario Jelinić. Wykorzystał on błąd w rozegraniu kielczan po wznowieniu gry od rzutu wolnego. Jednakże Piotr Jarosiewicz szybko wyrównał stan rywalizacji trafieniem z siódmego metra, a gra ciągle była wyrównana.
Gospodarze wyszli na dwubramkowe prowadzenie w 36. minucie spotkania. Najpierw rzut Szymona Sićki z drugiej linii obronił kosmiczny Mikler, a potem bramkę rzucił Magnus Rod (14:12). Jednakże goście bardzo szybko dostali okazję na nadrobienie strat. Próbę Roda obronił Ferlin, a rzutem w ostatnich sekundach akcji wyrównał Daniel Dujszebajew.
Podopieczni Michaela Apelgrena ponownie sobie stworzyli przewagę, gdy rzut Monara obronił Mikler, a bramkę rzucił Lazar Kukić. Gracze Picka nie byli jednak bezbłędni. Ferlin odbił piłkę, co wykorzystał Aleks Vlah, ponownie doprowadzając do remisu.
Kilka minut później próbę Kukicia obronił bramkarz Industrii, dzięki czemu goście mogli zacząć nadawać ton grze. W 47. minucie Magnus Rod faulował Aleksa Vlaha, a francuscy sędziowie podyktowali rzut karny, który pewnie wykorzystał Piotr Jarosiewicz. Industria prowadziła po raz pierwszy w tym spotkaniu od 2. minuty. Jednakże ten stan nie potrwał za długo - błędy kielczan wykorzystali Jeremy Tota oraz Mario Sostarić, przywracając drużynę z Szeged do roli prowadzącej grę, która toczyła się na przewagi.
W 52. minucie Nahiego zatrzymał Mikler, podał długą piłkę do Jelinicia, a ten skutecznie trafił, wyprowadzając pięciokrotnych mistrzów Węgier na dwubramkowe prowadzenie (22:20). Następne dwie akcje należały do Żółto-Biało-Niebieskich, gdyż najpierw trafił Dujszebajew, a potem obronił Ferlin, jednakże Karaliok nie przyjął piłki zagranej na koło, przez co Pick mógł utrzymać przewagę. Pomimo wielu niekorzystnych wydarzeń tak się stało, dzięki trafieniu Bence Banhidiego.
Węgierska drużyna kontrolowała przebieg końcówki meczu, powiększając swoją zaliczkę do trzech trafień w przedostatniej akcji starcia.
Tak spotkanie podsumował trener Żółto-Biało-Niebieskich – Tałant Dujszebajew:
- Myślę, że byliśmy bardzo dobrzy w obronie – zrobiliśmy to, co chcieliśmy. Jednakże jeśli nie rzucasz siedmiu piłek sam na sam w pierwszej połowie, to trudno mówić o szansach na sukces. W drugiej połowie też zmarnowaliśmy trzy-cztery stuprocentowe sytuacje. W takich meczach musisz wykorzystywać takie okazje, żeby móc o czymś marzyć. Oczywiście, zespół przeciwnika miał pewność, cofnął się i mieliśmy problem ze zdobyciem bramki. Myślę, że naszym największym problemem dzisiaj był brak skuteczności. Także bardzo źle rozgrywaliśmy okresy, w których mieliśmy przewagę liczebną – dwie bramki na siedem prób – musimy nad tym popracować.
57-letni szkoleniowiec nie chciał natomiast rozstrzygać, czy to jego podopieczni byli tak mało skuteczni, czy Roland Mikler tak dobry:
- Możemy tu napisać książkę i każdy będzie miał swoje racje. I Pan będzie miał rację, i ja będę miał rację. Jeden powie, że Mikler był dobry; drugi powie, że my źli i każdy będzie miał rację.
Skrzydłowy kielczan – Arkadiusz Moryto – był zgodny z trenerem Dujszebajewem, co do największego braku Iskry w czwartkowej potyczce:
- Zawiodła nas dzisiaj skuteczność. Patrząc szerzej, to myślę, że ogólnie gra w ataku szwankowała w tym meczu. Dużo anarchii z naszej strony w tym elemencie. Z tyłu było dobrze, bo 26 bramek, to nie jest dużo, ale z przodu było zdecydowanie za mało skutecznej gry w naszym wykonaniu.
Według 28-latka kluczem do odrobienia strat i awansu do ćwierćfinału będzie koncentracja i lepsza skuteczność:
- W Kielcach musimy dorzucić to, czego nie trafiliśmy tutaj. Myślę, że możemy jeszcze wybrać parę piłek drużynie z Segedynu, ponieważ pomimo że te 26 straconych bramek nie brzmi źle jak na poziom Ligi Mistrzów, to i tak były momenty, kiedy przysypialiśmy, a mieliśmy dokładne informacje, co powinniśmy robić, a w niektórych momentach tego jednak nie robiliśmy.
Reprezentant Polski nie był w stanie opowiedzieć na pytanie, czy niedawna przerwa na kadry rozregulowała kielecki zespół:
- Ciężko mi powiedzieć, czy tak może być – gdybym znał odpowiedź na to pytanie, to bym zapobiegł temu szybciej i zagralibyśmy pewnie inaczej, ale niestety nie znam odpowiedzi. Wychodzi na to, że ta przerwa nam trochę zaszkodziła, bo ten mecz był gorszy niż poprzednie, aczkolwiek już starcie z Kolstad było sygnałem alarmowym, że coś jest nie tak.
Rewanż pomiędzy Industrią Kielce a OTP Bank-Pickiem Szeged odbędzie się w środę, 8 kwietnia, o godzinie 18:45.