Wracamy do tragicznej informacji o odnalezieniu ciał czterech osób w jednym z mieszkań przy ul. Jagiełły w Kielcach. Na miejscu pracują śledczy. Porozmawialiśmy z mieszkańcami okolicznych bloków, którzy nie kryją poruszenia, a śledczy wskazują samobójstwo rozszerzone jaką możliwą przyczynę tragedii.
Przypomnijmy, że dziś (13 października) rano kieleccy policjanci otrzymali zgłoszenie o mężczyźnie bez oznak życia, znajdującym się na balkonie na pierwszym piętrze budynku. 55-latek najprawdopodobniej targnął się na swoje życie. W mieszkaniu znaleziono ciała kolejnych trzech osób: 52-letniej kobiety, jego żony oraz dwóch synów pary: 18- i 15-latka. Jedną z hipotez jest rozszerzone samobójstwo .
W lokalu znajdował się również agresywny pies, którego odłowili policjanci i pracownicy schroniska.
Tragedia poruszyła mieszkańców okolicy. Niektórzy z nich znali mężczyznę z widzenia.
– Tuż po godzinie 7 rano usłyszałem straż pożarną na sygnale, później pogotowie. Kojarzę tego mężczyznę, widziałem go wiele razy, jak chodził na spacer z psem, rzucał mu piłkę – mówi jeden z mieszkańców.
– Musiał dusić w sobie jakieś problemy, pewnie miał depresję. Nie wytrzymał, coś pękło, psychika siadła. Ogromna tragedia – dodaje.
– Wielokrotnie mijaliśmy się na spacerze z psem. Nigdy nie pomyślałbym, że wydarzy się taka tragedia. W nocy nie było słychać żadnych nietypowych dźwięków ani hałasów – mówi kolejny mieszkaniec.
Śledczy ustalają dokładne okoliczności zdarzenia.
– Bardzo wstępne ustalenia wskazują, że doszło do tzw. samobójstwa rozszerzonego, ale nie wykluczamy innych wersji. Będziemy kompletować materiał dowodowy w celu wyjaśnienia wszystkich okoliczności tej sprawy – informuje Daniel Prokopowicz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Kielcach.
Oględziny miejsca tragedii mogą potrwać do późnych godzin nocnych. Na miejscu pracują dwaj prokuratorzy, biegły lekarz sądowy i funkcjonariusze policji.