Zaczęły się mistrzostwa świata w piłce nożnej, więc natychmiast wlazła mi na kark nostalgia. Bo jestem wystarczająco stary, by rozpamiętywać dawno minione i jedyne sukcesy polskich piłkarzy na tej imprezie, czyli trzecie miejsca w 1974 i ’82 roku, oraz 5-8 w ’78. A w ślad za nostalgią kroczy żal, bo już raczej nie doczekam podobnych tryumfów.
Choć właściwie chciałem powiedzieć Państwu przy okazji tej imprezy o pewnym moim spostrzeżeniu. Jest nim niebagatelna rola w naszym życiu spójnika „gdyby”, który ma dla nas działanie magiczne: gdy go używamy, automatycznie przekraczamy Wrota Poznania Przyczyny Klęski i łatwiej nam otrzeć łzy zawodu. Zwłaszcza jeśli chodzi o piłkę nożną.
Bo weźmy taki mundial w 1974 i słynny mecz na wodzie z RFN. Gdyby nad Monachium nie rozpętał się wówczas kataklizm, który zamienił boisko w bagno - pokonalibyśmy Niemców i zostali mistrzami świata, a tak na tym grzęzawisku utraciliśmy swoje podstawowe atuty: szybkość, i fantazję. Gdyby w 1978 Mario Kempes nie zatrzymał piłki ręką na linii bramkowej, byłby gol, a gdyby chwilę później Boniek nie szepnął Deynie szykującemu się do karnego, że jeśli się denerwuje, to on chętnie strzeli - Deyna wyrównałby na 1:1. A potem to byłoby już z górki i znów wznosilibyśmy puchar. Gdyby w ’82 tenże Boniek nie stał w meczu z Włochami jako pierwszy w za blisko ustawionym murze i z tego powodu nie dostał pierwszej żółtej kartki, to wystąpiłby w ponownym spotkani z Azzurri, a tak musiał pauzować za drugą, otrzymaną w starciu z ZSRR. Po stracie Bońka Paolo Rossi wsadził nam dwie bramy i rozwiał marzenia o Złotej Nike.
Przykłady można mnożyć. Złośliwi dodaliby zapewne, że gdyby na mundialu w 2002 roku Edyta Górniak nie zinterpretowała polskiego hymnu na modłę „Dziwny jest ten świat” Czesława Niemena - to polscy zawodnicy nie doznaliby jeszcze przed pierwszym gwizdkiem zespołu stresu pourazowego, w efekcie czego przegrali 0:2 z Koreą. No i gdyby w 2022 roku prowadził nas trener piłki nożnej, a nie Czesław Michniewicz, też byłoby nieco lepiej.
Tak więc „gdyby” dość skutecznie leczy nasze traumy. Nie tylko piłkarskie, bo także i historyczne: albowiem gdyby Jagiełło wyruszył nieco szybciej spod Grunwaldu na Malbork, to raz na zawsze rozwiązałby problem Krzyżaków. Gdyby Zygmunt Stary, zamiast przyjmować hołd pruski, po prostu zlikwidował Prusy - nie byłoby rozbiorów. Gdyby Stanisław August nie przystąpił do Targowicy… I tak dalej. Ale są też pozytywne przykłady, bo gdyby Piłsudski posłuchał francuskiego marszałka Weyganda i w 1920 ewakuował rząd, zostawiwszy Warszawę na pastwę bolszewików, to dzisiaj w Madrycie rządziliby komuniści. Chociaż… Chyba i tak rządzą, tyle że różowi.
Zatem „gdyby” tłumaczy nam wiele, czasem chyba nawet za wiele. Ale bardzo przydaje się do rozwikłania tak fundamentalnych zagadnień jak to, co by było, gdyby babcia miała wąsy.
A, jeszcze małe post scriptum: w środę pan minister sportu Jakub Rutnicki ufundował Mai Chwalińskiej stypenium na rok. Prawie dziesięć patyków miesięcznie. Fajnie, tylko szkoda, że dopiero teraz. Gdyby on i poprzednicy zauważyli to wcześniej, to może Maja byłaby już dawno tryumfatorką w Wielkim szlemie.
Tomasz Natkaniec