Tlenek węgla jest niewidoczny i bezwonny, a zatrucie nim może mieć tragiczne konsekwencje. Świętokrzyscy strażacy mają w tym roku za sobą już 236 interwencji związanych z czadem. Cztery osoby zmarły, a 30 wymagało hospitalizacji.
Od początku tego roku świętokrzyscy strażacy interweniowali już 236 razy w związku z tlenkiem węgla, choć sezon grzewczy nie rozkręcił się jeszcze na dobre. W wielu przypadkach to czujniki zaalarmowały mieszkańców na czas.
– Prawie 200 interwencji zostało zainicjowanych przez czujki tlenku węgla. W tych zdarzeniach nikt nie zginął, a zaledwie kilka osób wymagało hospitalizacji. Natomiast łącznie w 236 zdarzeniach 30 osób wymagało hospitalizacji, a są cztery ofiary śmiertelne. Widzimy więc, że te czujki naprawdę potrafią uratować życie – podkreśla st. kpt. Marcin Bajur, oficer prasowy Komendy Wojewódzkiej PSP w Kielcach.
Problem zatruć czadem nie ogranicza się jednak do zimowych miesięcy. Jak zaznacza strażaków, zagrożenie występuje przez cały rok, a w statystykach widać dwa wyraźne szczyty interwencji – podczas największych mrozów i upałów.
– To musi wybrzmieć, dlatego że mamy tak samo dużo interwencji w upalnym czerwcu i lipcu, jak w zimowym lutym oraz styczniu. To są tak naprawdę dwa piki w naszych statystykach – mówi Bajur.
Jak przypomina, od 2030 roku czujki dymu mają być obowiązkowym wyposażeniem każdego domu. To ważne, ponieważ do pożaru może dojść w różnych okolicznościach – przyczyną może być awaria sprzętu AGD, zwarcie instalacji elektrycznej czy nieprawidłowości związane z ładowaniem urządzeń.
– Coraz bardziej popularne baterie, które zasilają hulajnogi elektryczne, ładowarki telefonów, choinki w okresie zimowym, ogrzewanie naszych domów – to także zagrożenie pożarowe. Tych zagrożeń całorocznych jest mnóstwo, dlatego czujki dymu będą obligatoryjnym wyposażeniem – zaznacza strażak.
Do pierwszych objawów zatrucia czadem należą zawroty i ból głowy, mdłości, senność, problemy z koncentracją.